Magazyn BURA_5

TEMAT NUMERU

BURA‌

MAJ / 2026

BURAMAGAZYN.PL

MAGAZYN‌

R I J E K A

R I J E K A

POWIEW CHORWACJI

foto: Canva

GRANICA MIĘDZY ŚWIATAMI

GRANICA MIĘDZY ŚWIATAMI

INDEFICIENTER

DWUGŁOWY STRAŻNIK MIASTA

DESZCZU KROPELKA

MIT O NAJBARDZIEJ

DESZCZOWYM MIEŚCIE ŚWIATA

POCIĄG I CO DALEJ...‌

CO ROBIĆ W RIJECE

BEZ SAMOCHODU?

NUMER ISSN

WYDAWCA

REDAKTOR NACZELNA

KONTAKT E-MAIL:

ADRES SIEDZIBY WYDAWCY

ADRES REDAKCJI‌

ISSN-3102-4017

PREKORUPE obrt za usluge‌ ‌

i putnička agencija

MONIKA MIKOLAJSKA

redakcja@buramagazyn.pl

ul. Braće Monjac 20,‌ ‌

51000 Rijeka, Chorwacja

STRONA INTERNETOWA

ul. Braće Monjac 20,‌ ‌

51000 Rijeka, Chorwacja

https://buramagazyn.pl

REDAKCJA I KOREKTA

PROJEKT GRAFICZNY I

SKŁAD:

DYSTRYBUCJA ONLINE

DODATKOWE

LICENCJONOWANE

MATERIAŁY

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. ŻADNA CZĘŚĆ NINIEJSZEGO MAGAZYNU CYFROWEGO NIE

MOŻE BYĆ KOPIOWANA, POWIELANA ANI ROZPOWSZECHNIANA ZA POMOCĄ URZĄDZEŃ

ELEKTRONICZNYCH, MECHANICZNYCH, KOPIUJĄCYCH, NAGRYWAJĄCYCH I INNYCH, BEZ

PISEMNEJ ZGODY WYDAWCY, Z WYJĄTKIEM KRÓTKICH CYTATÓW W RECENZJACH. WYDAWCA

NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA TREŚĆ REKLAM I MATERIAŁÓW PROMOCYJNYCH.

Monika Mikolajska

Monika Mikolajska

Canva Stock, Pexels‌ ‌

(na podstawie licencji)

publuu.com

PRAWA AUTORSKIE‌

I ZASTRZEŻENIA

Copyright© 2026,

PREKORUPE obrt za

usluge i putnička

agencija

FOTOGRAFIE

archiwum własne, domeny

publiczne nie objęte licencją

2

OKŁADKA:‌ ‌Rijeka, widok Martwy Kanał o świcie‌ ‌- archiwum własne‌

OD REDAKCJI

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku!

w maju zabieram Cię znów do Rijeki. Tym razem

jednak pokażę Ci jak wygląda poza karnawałem.‌

Czasem także mnie trudno o tym pamiętać, ale za

każdą niezwykłą fasadą kamienicy, bramą kościoła

czy murami teatru, kryje się przemysł. To dzięki niemu

narodziła

się

i

wzrosła

potęga

Rijeki.

To

on

ukształtował

charakter

mieszkańców

wielokulturowość miasta. Dlatego, mimo lęku czy nie

zniechęcę Cię do odwiedzin, postanowiłam tym

właśnie

korzeniom

poświęcić

majowy

numer.

Przyznaję, że niełatwo mi było wybrać tematy

artykułów. Najchętniej opowiedziałabym Ci więcej i

więcej. To fascynujące miasto, pełne niezwykłych

historii, a ja kocham je nie mniej niż mój rodzinny

Kraków. Ale wtedy zamiast miesięcznika, powstała by

pękata księga. Dlatego skupiłam się na początkach.

Nie tych starożytnych (bo i takie Rijeka ma), ale na

początkach zmian. Na chwili, gdy „stara” Rijeka

odchodziła, a rodziła się nowa europejska stolica

przemysłu.

Nie

zabraknie

oczywiście

czynnika

ludzkiego i polskich wpływów (a jakże!). A dla

wypoczynku i relaksu uciekniemy do kilku sąsiednich

miasteczek - Opatii, Lovranu, Bakaru…‌

W tym numerze powiem Ci też jak spędzić w Rijece

urlop bez samochodu, dokąd wybrać się na obiad, a

dokąd na poranną kawę. Gdzie zrobić zakupy i gdzie

szukać najlepszych miejskich plaży.‌

Rozsiądź

się

zatem

wygodnie

i

daj

porwać

niezwykłemu miastu. Dobrej lektury!

REDAKTOR NACZELNA

Moni łajs

3

foto: archiwum własne

Magazyn BURA powstaje z miłości do Chorwacji i jest w pełni darmowy. Jeśli chcesz wesprzeć moją

pracę i dodać mi energii do dalszych poszukiwań tematów, możesz wirtualnie postawić mi kawę

DESZCZU KROPELKA

RIJEKA - GRANICA‌

MIĘDZY ŚWIATAMI

KREW IMPERIUM

05

ADRIATIC EXPRESS‌ ‌

I SPÓŁKA

12

ZAPOMNIANA BOHATERKA

17

07

14

20

SŁODKA TAJEMNICA

W TYM NUMERZE

22

STALOWE GIGANTKI

23

INDEFICIENTER

Kalendarium‌ ‌

W następnym numerze

25 POCIĄG I CO DALEJ...

35

NA HORYZONCIE

4

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

T E M A T N U M E R U

P R Z Y R O D A I P O D R Ó Ż E

R Z E M I O S Ł O I P R Z E M Y S Ł

H I S T O R I A I K U LT U R A

R Z E M I O S Ł O I P R Z E M Y S Ł

K O B I E T Y C H O R W A C J I

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

P R Z Y R O D A I P O D R Ó Ż E

Krótka historia kolei w Rijece

Dwugłowy strażnik

miasta

Co robić w Rijece‌ ‌

bez samochodu?

foto:‌ ‌Canva

Historia miasta w pigułce

Mit o najbardziej

deszczowym mieście świata

Od kaukaskiej ropy‌ ‌

po uniezależnienie od Rosji

Co łączy Rijekę z tragedią

Titanica?

Opowieść o słoniu‌ ‌

z czekolady

Plac Silnych Kobiet

29

Ś C I E Ż K I Z P O L S K I

32

P R Z Y R O D A I P O D R Ó Ż E

PRAKTYCZNA STRONA‌

WAKACJI

Dokąd na obiad i na plażę?

GALICYJSKIE SNY

Polscy inżynierowie‌ ‌

i oficerowie w Rijece

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

5

Jeśli czytasz ten tekst, siedząc w wygodnym fotelu pociągu jadącego z Polski, i z niecierpliwością

wyglądasz przez okno – gratuluję wyboru! Samolot jest szybki, a samochód daje niezależność, ale to

właśnie podróż koleją pozwala zrozumieć prawdziwą magię Rijeki. Zanim Twoja stopa dotknie

rijeckiego peronu, przygotuj się na jedno z najbardziej spektakularnych powitań, jakie może

zaserwować europejska geografia.

ADRIATIC EXPRESS I SPÓŁKA

Aby w pełni docenić stację docelową, musisz zrozumieć trasę. Kiedy Twój pociąg pokonuje ostatnie

dziesiątki kilometrów, przedziera się przez surowy, zalesiony i często spowity mgłą Gorski Kotar (‌był

bohaterem drugiego numeru Magazynu BURA‌). Maszyna kluczy w ciemnych tunelach i na stromych

wiaduktach, by w pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie, wyjechać zza górskiego grzbietu. Wtedy,

dosłownie w ułamku sekundy, zielony las ustępuje miejsca obłędnej, skąpanej w słońcu panoramie zatoki

Kvarner. Pociąg zaczyna zjeżdżać w dół, a Ty masz wrażenie, że za moment zanurzy się w Adriatyku. Takiego

„efektu wow” nie da Ci żadne lotnisko!

KRÓTKA HISTORIA KOLEI W RIJECE

Kolej w Rijece to nie tylko środek transportu. To fundament, na którym oparto przemysłową potęgę tego

miasta. Zanim położono tu pierwsze tory, rijecki port był oczywiście ważny, ale oparty na wozach konnych

transport z niego był mocno spowolniony przez góry odcinające go od reszty kontynentu. Wszystko

zmieniło się w 1873 roku. W odstępie zaledwie kilku miesięcy oddano do użytku dwie kluczowe linie

kolejowe. Jedna połączyła Rijekę (przez Karlovac) z Zagrzebiem i Budapesztem, a druga (przez słoweńską

Pivkę) otworzyła drogę do Wiednia. Ten techniczny majstersztyk (ukształtowanie terenu wymusiło na

inżynierach niemal alpejskie rozwiązania, a linia do Karlovaca do dziś jest uważana za jedną z najbardziej

malowniczych i stromych w tej części Europy) sprawił, że rijecki węzeł stał się oknem na świat dla całej

monarchii austro-węgierskiej. Dzięki kolei nie tylko węgierskie zboże mogło szybciej trafiać do rijeckich

młynów, ale też i produkty z miejskich fabryk sprawniej docierały do odbiorców w Europie.

Dworzec kolejowy w Rijece ‌- Foto: Canva

ROK 1873

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

6

Kiedy Twój pociąg ostatecznie z piskiem hamulców zatrzyma się na stacji docelowej, rozejrzyj się uważnie.

Rijecki ‌Glavni kolodvor‌ (Dworzec Główny), położony przy placu Króla Tomislava, nie jest nowoczesnym,

przeszklonym hubem przesiadkowym. To fascynująca kapsuła czasu.

Monumentalny budynek dworca, wzniesiony na przełomie lat 80. i 90. XIX wieku, został zaprojektowany

przez wybitnego architekta, Ferenca Pfaffa. Pfaff był naczelnym projektantem Węgierskich Kolei

Państwowych i człowiekiem, który dosłownie „umeblował” kolejowo Europę Środkową (zaprojektował m.in.

dworce w Zagrzebiu, Bratysławie i Peczu). Rijecki dworzec wzniesiono w dostojnym, neoklasycystycznym

stylu. Jego bryła, oparta na idealnej, niemal matematycznej symetrii, przypomina bardziej elegancki pałac

niż stację kolejową. Wzrok od razu przyciąga potężny, centralny ryzalit z głównym wejściem, oflankowany

przez dwa boczne pawilony. Wysokie okna, rzędy klasycznych pilastrów i delikatne sztukaterie miały jedno

zadanie: budzić respekt. Dworzec miał być wizytówką imperium – pierwszym budynkiem, który widzieli

kupcy, arystokraci i emigranci z Europy Środkowej przybywający do miasta.‌

GLAVNI KOLODVOR

Gruntowna, zakończona w 2023 roku rewitalizacja przywróciła budynkowi dawny blask.‌ ‌

Spod warstw pyłu wyłonił się szlachetny, piaskowy odcień elewacji, a pieczołowicie odnowione detale

architektoniczne sprawiają, że dworzec znów wygląda jak „pałac transportu”. Dziś ponownie pełni swoją

pierwotną funkcję – jest dumnym, eleganckim portalem, przez który wchodzi się do świata nadmorskich

tajemnic.

DWA KROKI OD MORZA

Zanim jednak na dobre ruszysz na podbój miasta,

daj sobie chwilę na złapanie tchu po podróży. Nie

musisz

nawet

opuszczać

stacji

w

jej

odrestaurowanych wnętrzach kryje się King’s

Caffe & Pub. To doskonały adres na niespieszne,

solidne śniadanie, a dla przybywających nieco

później – idealna okazja, by spróbować ich

autorskiego,

rzemieślniczego

piwa.

I

z

tak

zregenerowanymi siłami, wychodząc z dworca, od

razu

poczujesz

specyficzny,

rijecki

koktajl

zapachowy: morską bryzę wymieszaną z wonią

prażonej kawy i delikatną, rdzawą nutą dawnych

stoczni. Jesteś w samym sercu miasta. Wystarczy

kilkuminutowy spacer, by wtopić się w tłum na

głównym deptaku Korzo lub zgubić się w gąszczu

nadbrzeżnych uliczek. Rozgość się w Rijece. Twoja

podróż

żelaznym

szlakiem

właśnie

dobiegła

końca, ale odkrywanie najbardziej nieoczywistego

miasta na chorwackim wybrzeżu dopiero się

zaczyna!

Dworzec kolejowy w Rijece ‌- Foto: archiwum własne

Czy wiesz, że...

monumentalny wygląd rijeckiego dworca to efekt zaciętej,

politycznej wojny o prestiż? W rygorystycznych ramach monarchii

austro-węgierskiej Rijeka była najważniejszym „oknem na świat”

dla Węgier, podczas gdy sąsiedni Triest stanowił domenę Austrii.

Aby utrzeć nosa wiedeńskiemu dworowi, Węgrzy nie tylko

pompowali w rijeckie wybrzeże gigantyczne fundusze, ale i

zatrudnili swojego najsłynniejszego architekta, Ferenca Pfaffa.

Ten wspaniały gmach i nowoczesna infrastruktura miały za

wszelką cenę udowodnić austriackiej części imperium, że to

właśnie węgierski port jest nowocześniejszy, prężniejszy i o wiele

bardziej luksusowy!

7

Rijeka. To nie jest typowe nadadriatyckie miasteczko z pocztówki, w którym czas płynie leniwie przy

dźwiękach cykad, a turyści gubią się w gąszczu identycznych, wąskich uliczek. Rijeka to miasto

żywiołów, w którym przez wieki zapach morskiej bryzy mieszał się z dymem z fabrycznych kominów.

Swój niepowtarzalny, awangardowy charakter zawdzięcza połączeniu tradycji i wizjonerskich

pomysłów najlepszych inżynierów, obrotnym kupcom i tysiącom robotników. To oni w XVIII i XIX

wieku zmienili prowincjonalne Fiume w jedno z największych imperiów przemysłowych na

kontynencie.

T E M AT N U M E R U

RIJEKA - GRANICA MIĘDZY ŚWIATAMI

HISTORIA MIASTA W PIGUŁCE

Choć u ujścia rzeki Rječiny od stuleci istniała rzymska ‌Tarsatica‌, przez bardzo długi czas miejsce to nie

zapowiadało się na gospodarczą metropolię. Średniowieczne miasteczko, ufortyfikowane i wciśnięte między

strome zbocza a morze, przechodziło z rąk do rąk lokalnych feudałów. I choć Wenecja regularnie ostrzyła

sobie na nie zęby, miasto obroniło swoją niezależność, by ostatecznie w 1466 roku trafić pod skrzydła

Habsburgów. Jednak prawdziwym punktem zwrotnym, który na zawsze odmienił miejskie DNA, był rok

1719. To właśnie wtedy cesarz Karol VI Habsburg wydał historyczny edykt, nadając ‌Fiume‌ status Wolnego

Portu Królewskiego. Ta jedna polityczna decyzja stała się kołem napędowym rozwoju. Zniesienie ceł

sprawiło, że do miasta zaczęli ściągać poszukiwacze fortun, kupcy, awanturnicy i wielki kapitał z całej

Europy. Cicha portowa osada właśnie wkraczała w swoją złotą erę.

Wiek XVIII przyniósł miastu pierwszy, słodki smak globalnego monopolu. W 1750 roku założono tu Rafinerię

Cukru (‌Rafinerija šećera‌), monumentalny zakład o niespotykanej dotąd skali produkcji, który natychmiast

zdominował krajobraz miasta. Surowiec przypływał do doków Rijeki prosto z Indii Wschodnich i obu

Ameryk, a rafineria nie ograniczała się do jednego wyrobu – zbudowała wokół trzciny cały wachlarz

produktów. Powstawał tu luksusowy, śnieżnobiały cukier rafinowany przeznaczony dla elit, ale także tańszy i

powszechniejszy cukier nierafinowany. W fabrycznych magazynach nie brakowało też gęstej, ciemnej

melasy oraz mocnego, lokalnego rumu – produktu ubocznego przemysłu cukrowniczego. W Rijece nic nie

mogło się zmarnować.

Rijeka w roku 1578 - autor Ivan Klobucaric - foto: domena publiczna

8

Potężna rafineria w szczytowym okresie zatrudniała blisko tysiąc osób, w tym mnóstwo kobiet i dzieci, co

drastycznie zmieniło demografię i tkankę społeczną miasta. Zyski ze słodkiego biznesu były tak

niewyobrażalne, że zarządcy zakładu wznieśli dla siebie oszałamiający administracyjny Pałac Cukru (‌Palača

Šećerane‌, dzisiejsza siedziba Muzeum Miasta Rijeki). Jego rzeźbione sztukaterie, wspaniałe freski i sale

balowe, stały się symbolem narodzin nowej arystokracji przemysłowej. Za cukrem i rumem natychmiast

poszły kolejne branże – w mieście wyrastały nowe, wielkie manufaktury – lin i powrozów, żagli i kotwic,

wszystkiego, co było niezbędne do obsługi rosnącej w siłę floty handlowej.

T E M AT N U M E R U

Kiedy w XIX wieku interes trzcinowy ostatecznie upadł – pokonany przez tańszy cukier z buraków –

monumentalne przestrzenie wcale nie opustoszały. W 1851 roku w tych samych murach otwarto Królewską

Fabrykę Tytoniu (‌Tvornica duhana‌). I to właśnie ten moment zmienił na zawsze społeczne oblicze Rijeki.

Dziś ten wspaniale zrewitalizowany budynek (‌Palača Šećerane‌) jest siedzibą Muzeum Miasta Rijeki.

Muzeum Miasta Rijeki‌ ‌- wystawa poświęcona produkcji cukru. Foto: archiwum własne

Siłą napędową gigantycznego zakładu były bowiem kobiety. W szczytowym momencie fabryka zatrudniała

ponad dwa tysiące pracownic. Dyrekcja fabryki szybko zderzyła się z nową, pragmatyczną rzeczywistością:

aby utrzymać tak potężną, kobiecą armię przy stołach produkcyjnych, trzeba było zacząć dbać o jej

elementarne potrzeby (bez zapewnienia opieki nad dziećmi, fabryka po prostu stanie, bo matki nie będą

miały jak przyjść do pracy). I tak oto, w cieniu tytoniowego biznesu, narodziły się w Rijece zręby polityki

socjalnej. Przy fabryce otwarto jeden z pierwszych w mieście zinstytucjonalizowanych żłobków, w którym

matki mogły zostawić najmłodsze dzieci na czas wielogodzinnej zmiany. Przy fabryce tytoniu uruchomiono

również zakładowy punkt medyczny (rodzaj infirmerii z dyżurującym lekarzem/pielęgniarką). Praca przy

zwijaniu cygar w gorących, zamkniętych halach pełnych duszącego pyłu była bowiem zabójcza dla płuc.

Kobiety mdlały i chorowały, a prowizoryczna opieka medyczna na miejscu stała się niezbędna, by

zapobiegać przestojom w produkcji. W ten sposób dawny pałac baronów cukrowych stał się twierdzą

pierwszych fiumańskich emancypantek, które wywalczyły sobie nie tylko prawo do własnych pieniędzy, ale i

do pierwszej, zorganizowanej opieki.

9

XIX stulecie to w Rijece epoka triumfu inżynierów. Miasto eksplodowało innowacjami. W 1821 roku w

głębokim kanionie Rječiny ruszyła Hartera – Fabryka papieru (‌Tvornica papira‌). Szybko stała się jedną z

najnowocześniejszych papierni w Europie, jako pierwsza na Bałkanach wykorzystując maszynę parową. To

tu produkowano słynną, cienką bibułkę papierosową, która trafiała do palaczy na całym świecie.

T E M AT N U M E R U

Niedługo potem tutejszy przemysł pokazał swoje

wojenne oblicze. W 1866 roku, dzięki współpracy

emerytowanego

chorwackiego

oficera

Ivana

Lupisa i genialnego brytyjskiego inżyniera Roberta

Whiteheada, w Rijece skonstruowano pierwszą na

świecie samobieżną torpedę. Wynalazek, który na

zawsze

zmienił

zasady

prowadzenia

wojen

morskich. Z zachowanych archiwów fabrycznych

wynika, że aż do wybuchu I wojny światowej Rijeka

była absolutnym monopolistą i technologiczną

mekką dla marynarki wojennej niemal każdego

liczącego się państwa. Oczywiście pierwszym

klientem (w 1868 roku) była Cesarsko–Królewska

Marynarka

Wojenna

(‌K.u.k.

Kriegsmarine‌),

ponieważ to dla niej pierwotnie pracowali Lupis i

Whitehead i to ona sfinansowała wczesne fazy

prac nad wynalazkiem. Jednak najważniejszym

momentem w historii fabryki był rok 1871. Wtedy

to Royal Navy – ówczesna, niekwestionowana

królowa mórz i oceanów – po serii rygorystycznych

testów kupiła prawa do produkcji torped Lupisa i

Whiteheada.

Fakt,

że

Brytyjczycy

zaufali

technologii

z

rijeckiej

fabryki,

podziałał

jak

najlepsza reklama. Od tego momentu w kolejce

ustawiały się marynarki wojenne Francji, Włoch,

Cesarstwa Niemieckiego, Grecji i Turcji (Imperium

Osmańskie), Danii, Szwecji i Norwegii, Portugalii,

Holandii, Belgii, a nawet Rosji.‌

Rampa testowa Fabryki Torped - Foto: archiwum własne

Sława

torped

z

Rijeki

szybko

wypłynęła

poza

europejskie wody. Niezwykle lojalnym klientem stała się

Cesarska

Marynarka

Wojenna

Japonii,

której

samobieżne torpedy pomagały odnosić miażdżące

zwycięstwa podczas wojny rosyjsko–japońskiej (m.in. w

bitwie pod Cuszimą). Na liście kupców znalazły się kraje

Ameryki Południowej (Argentyna, Chile i Brazylia) oraz

Północnej. I choć Stany Zjednoczone szybko zaczęły

rozwijać własne projekty, pierwsze partie torped

kupowali w Rijece (w 1892 roku otwarto nawet oddział

w USA, produkujący na licencji Lupis/Whitehead).

Czy wiesz, że...

Fabryka Lupis/Whitehead miała własny, zadaszony

basen testowy, z którego torpedy odpalano prosto w

wody Zatoki Kvarnerskiej? Mieszkańcy Rijeki mogli

regularnie obserwować te próby z wybrzeża!

Rampa testowa Fabryki Torped - Foto: archiwum własne

10

Ropę sprowadzano drogą morską z Morza Kaspijskiego (z okolic Baku), a w późniejszych latach również z

Ameryki Północnej. Głównym produktem wczesnego okresu działalności rafinerii była nafta oświetleniowa,

eksportowana do największych miast Austro–Węgier, w tym do Wiednia, Budapesztu i Pragi. Asortyment

obejmował też ciężkie oleje (wykorzystywane przez kolej i zakłady przemysłowe), parafinę oraz bitum

wykorzystywany do produkcji asfaltu, którym zaczęto utwardzać ulice w regionie. Wraz z rozwojem

motoryzacji na początku XX wieku zakład dostosował produkcję, stając się głównym dostawcą benzyny i

oleju napędowego dla okrętów Cesarsko–Królewskiej Marynarki Wojennej na Adriatyku. To właśnie rafineria

na Mlace ostatecznie ugruntowała pozycję Rijeki jako kluczowego ośrodka przemysłowego w regionie.

T E M AT N U M E R U

Rafineria w dzielnicy Mlaka - Foto: archiwum własne

Cała ta potężna produkcja na nic by się zdała, gdyby nie równoczesna rewolucja w transporcie. Już w 1873

roku Rijeka została wpięta w kolejowy krwiobieg imperium, dzięki bezpośrednim liniom z Wiednia i

Budapesztu. By zyskać przestrzeń na rozrastającą się infrastrukturę, miasto rozpoczęło bezprecedensową

na ówczesne czasy ingerencję w naturę, dosłownie wydzierając morzu kolejne metry kwadratowe.

Systematycznie zasypywano nabrzeże, budując tory i stacje kolejowe, a nawet całe dzielnice na nowo

stworzonym lądzie.‌

Wraz z koleją nadszedł gigantyczny kapitał i ambicje rządu w Budapeszcie, który dążył do uniezależnienia

inwestycji morskich od stoczni zarządzanych z Wiednia. W 1905 roku węgierski koncern przejął i rozbudował

zakład w zachodniej części miasta, tworząc potężną stocznię Ganz–Danubius. Rijeka przestała być wyłącznie

portem przeładunkowym. Od teraz produkowano tu m.in. szybkie niszczyciele typu ‌Tátra‌ i wielkie

krążowniki (jak ‌SMS Novara‌), a w 1912 roku zwodowano jedyny nowoczesny pancernik zbudowany w

węgierskiej części monarchii – słynny ‌SMS Szent István‌. Skala zamówień rządowych ściągnęła do miasta

tysiące nowych robotników, inżynierów i specjalistów z całego terytorium Austro–Węgier, co po raz kolejny

zmieniło strukturę społeczną i urbanistyczną Rijeki. Po I wojnie światowej zakład przeszedł we włoskie ręce

jako ‌Cantieri Navali del Quarnero‌, by po II wojnie światowej zmienić nazwę na ‌Brodogradilište 3. maj‌ –

przedsiębiorstwo, które przez dziesięciolecia utrzymywało Rijekę w gronie najważniejszych ośrodków

stoczniowych na świecie.

Kolejnym kamieniem milowym w rozwoju gospodarczym miasta był rok 1882. To wtedy, w przemysłowej

dzielnicy Mlaka, uruchomiono Rafinerię Ropy Naftowej. Był to pierwszy na kontynencie europejskim zakład

przetwarzający „czarne złoto” na tak dużą skalę.‌

Rafineria w dzielnicy Mlaka - Foto: archiwum własne

11

Na przełomie wieków Rijeka była jednym z dziesięciu największych portów Europy.‌ ‌

Jej potęga nie opierała się jednak na bezimiennych procesach, lecz na ambicjach konkretnych ludzi.

Właściciele rodzących się tu przemysłowych imperiów – naftowi potentaci, stoczniowi magnaci i handlarze

– mieli bezpośredni wpływ na kształt, rozwój i architekturę miasta. Swoje, płynące z ropy, papieru czy tytoniu

fortuny, inwestowali w tkankę miejską, pragnąc zademonstrować światu swój status. To oni ufundowali

Rijece jej wielkomiejskie oblicze, wznosząc luksusowe hotele, nowoczesne, zelektryfikowane teatry i bogato

zdobione kamienice. Przepiękne, secesyjne pałace, którymi zachwycamy się podczas spacerów po deptaku

Korzo, to bezpośredni spadek po epoce fabrycznych kominów.

T E M AT N U M E R U

Rijeka‌ ‌-‌ ‌Foto: archiwum własne

Współcześnie ten surowy, poprzemysłowy krajobraz często budzi mieszane uczucia. Portowe dźwigi,

torowiska i betonowe silosy nie przypominają sielankowych widokówek z chorwackich kurortów, a wielu

poszukujących klasycznego piękna turystów wręcz odstraszają. Prawda jest jednak taka, że gdyby odjąć

Rijece ten przemysłowy pancerz, miasto bezpowrotnie straciłoby swoją duszę. Dzisiejsza Rijeka to

fascynujący, żywy pomnik tamtej epoki, a jej prawdziwy charakter odkrywa się dopiero po zejściu z utartych

szlaków. Monumentalna, wcinająca się w morze wyrzutnia torped, pieczołowicie zrewitalizowany Pałac

Cukru (‌Palača Šećerane‌), surowe mury dawnej rafinerii na Mlace czy majestatyczne, ceglane ściany

papierni Hartera to najcenniejsze miejskie skarby. Są namacalnym dowodem na to, że serce tego

niesamowitego miasta nigdy nie biło w sielskim rytmie kurortu, lecz w głośnym, miarowym i

bezkompromisowym takcie fabrycznych maszyn. Jeśli jednak myślisz, że ten surowy rodowód odbiera

Rijece urok – przewróć stronę. W tym numerze zabieram Cię w podróż, która pokaże, że w industrialnej

Rijece można się zakochać bez pamięci!

12

Gdy piszę ten artykuł, od kilku dni nad Zatoką Kvarnerską szaleje jugo. A to oznacza niskie ciśnienie i

deszcz za oknem. Porozmawiajmy więc o deszczu… Wśród mieszkańców Bałkanów (i nie tylko) od lat

krąży legenda, jakoby Rijeka była „najbardziej deszczowym miastem na świecie”. I choć jako autorka

magazynu „BURA” kocham dramatycznie brzmiące tytuły, muszę ten globalny mit delikatnie

sprostować. Tytuł absolutnego, deszczowego mistrza świata należy do indyjskiego miasta

Mawsynram, gdzie rocznie spada nawet 12 000 mm wody. Rijeka w tej konkurencji nie ma szans na

podium. Sytuacja zmienia się, gdy rywalizację zawęzimy do Europy.

P R Z Y R O DA I P O D R ÓŻ E

DESZCZU KROPELKA‌

Średnia roczna suma opadów w Rijece wynosi od 1500

do 1600 mm, a w rekordowych latach bez problemu

przekracza 2000 mm! Oznacza to, że bez trudu

detronizuje słynący z opadów Londyn, gdzie rocznie

spada zaledwie około 600 mm deszczu. Prawdziwą

bitwę o pierwsze miejsce Rijeka toczy tylko z norweskim

Bergen (średnio do 2400 mm) i czarnogórską Podgoricą

(średnio do 1659 mm).

Winna jest geografia. Rijeka to architektoniczny cud

wciśnięty między ciepłe morze a strome, wysokie góry

(masywy Učka i Gorski Kotar). Zaś głównym reżyserem

deszczowego spektaklu jest jugo – ciepły, niezwykle

wilgotny wiatr wiejący z południa i południowego

wschodu. Ten wiatr działa jak odkurzacz, który zasysa

wodę prosto z Adriatyku i z impetem pcha ją w głąb

lądu. Kiedy to ciepłe, naładowane morską wilgocią

powietrze nagle rozbija się o górskie szczyty za Rijeką,

zaczyna działać deszczowa fizyka.

Powietrze zostaje wypchnięte w górę, gdzie błyskawicznie się ochładza. Następuje gwałtowna kondensacja,

a ołowiane, ciężkie chmury pozbywają się ogromnych ilości wody dokładnie nad głowami mieszkańców

Rijeki. Meteorolodzy nazywają to zjawisko deszczem orograficznym. Z tym wiatrem wiąże się jeszcze jeden

fascynujący fenomen, którego mieszkańcy całego chorwackiego wybrzeża szczerze nie znoszą. Chodzi o

tzw. južinę – prawdziwą pogodową depresję. Jugo wywołuje potężne spadki ciśnienia atmosferycznego, co

powoduje migreny, drażliwość, bezsenność i powszechną, obezwładniającą niechęć do jakiejkolwiek

aktywności. Wpływ tego wiatru na ludzką psychikę jest tak dojmujący, że doczekał się nawet swojego

miejsca w historii prawa – w czasach dawnej Republiki Dubrownickiej przestępstwa popełnione w czasie,

gdy wiało jugo były traktowane przez sędziów znacznie łagodniej. Uznawano bowiem, że ten wiatr

dosłownie wysysa z ludzi zdolność trzeźwego myślenia!

Mieszkanki Rijeki w deszczowy dzień - Foto: archiwum własne

MIT O NAJBARDZIEJ DESZCZOWYM MIEŚCIE ŚWIATA

SKĄD TEN DESZCZ?

Na szczęście jugo pojawia się głównie wiosną, jesienią i zimą, latem zaś stosunkowo rzadko. W okresie

wakacyjnym zmienia się też charakter opadów. Zapomnij o szarych, kilkudniowych ulewach – w lipcu i

sierpniu deszcze najczęściej mają charakter konwekcyjny (burzowy). Oznacza to, że jeśli pada, jest to

zazwyczaj potężne, niemal tropikalne oberwanie chmury, któremu często towarzyszą gwałtowne

wyładowania atmosferyczne. Taka ulewa potrafi zamienić ulice w rwące potoki w zaledwie 30 minut.

Jednak gdy tylko front przejdzie, chmury błyskawicznie się rozchodzą, znów praży ostre słońce, a z

nagrzanego asfaltu paruje woda. To typowe, przelotne burze, po których można wrócić na plażę.

13

Statystyki są dla wakacyjnych gości bardzo łaskawe. Lipiec i sierpień to bezapelacyjnie najbardziej suche

miesiące w roku. Średnia miesięczna suma opadów spada wtedy do około 70–90 mm (dla porównania: w

listopadzie potrafi spaść grubo ponad 200 mm deszczu). Liczba dni z jakimikolwiek opadami w środku

lata wynosi zazwyczaj od 6 do 8 w miesiącu. Wakacje na Kvarnerze są więc statystycznie bardzo

bezpieczne!

P R Z Y R O DA I P O D R ÓŻ E

Skąd zatem wziął się ten globalny mit? Winne są ekstrema. Rijeka może i nie bije rocznych rekordów

opadów, ale kiedy już pada, woda z nieba leje się jak z cebra. To właśnie te monstrualne, dobowe oberwania

chmur – jak we wrześniu 2014 czy 2022 roku – sprawiły, że miasto na 24 godziny stawało się najbardziej

deszczowym punktem na całej planecie. Dziennikarze błyskawicznie podchwycili temat i rijeckie ulewy

trafiały na czołówki światowych portali.

Zanim nowoczesne apki meteorologiczne na dobre zadomowiły się w naszych smartfonach, mieszkańcy

Rijeki polegali na własnej, bezbłędnej prognozie pogody. Wystarczyło spojrzeć na zachód, gdzie nad całą

zatoką góruje majestatyczny masyw Učka.

W lokalnym dialekcie do dziś funkcjonuje powiedzenie: „Kada Učka stavi klobuk, bit će kiše” - Kiedy Učka

zakłada kapelusz, będzie padać. Za tym porzekadłem kryje się fascynujące zjawisko meteorologiczne. Gdy

tylko zbliża się drastyczna zmiana ciśnienia i front niosący potężną wilgoć, na najwyższym szczycie masywu

(szczyt Vojak) formuje się charakterystyczna, gęsta chmura soczewkowata. Učka wygląda wówczas tak,

jakby na czubek głowy naciągnęła miękki, biały beret.

Masyw Učka - Foto: archiwum własne

GÓRA W KAPELUSZU

Dla tutejszych rybaków, pracowników portowych i zwykłych mieszkańców pijących kawę na Korzo to sygnał

ostateczny i niepodważalny. Kiedy góra zakłada swój kapelusz, kończą się żarty – czas pospiesznie składać

kawiarniane markizy, zamykać okiennice i wyciągać z szafy solidny parasol. Z naturą się nie dyskutuje.

CO Z TYM MITEM?

R Z E M I O S ŁO I P R Z E M Y S Ł

14

Rosnące ceny paliw i politycy dyskutujący o bezpieczeństwie energetycznym, to nasza rzeczywistość

ostatnich tygodni. Wiedzcie jednak, Czytelniczko i Czytelniku – w Rijece to wszystko już było.

Zależność od surowca, globalne przetasowania kapitału i logistyczne szarże, które zmieniają bieg

historii, to dla tego miasta chleb powszedni od ponad stu czterdziestu lat. Aby to zrozumieć, musimy

cofnąć się do epoki, w której mrok ulic rozpraszały lampy olejowe, a drogi tonęły w kurzu i błocie.

KREW IMPERIUM

Z każdym rokiem las kominów przemysłowej dzielnicy Mlaka stawał się coraz gęstszy. Sukces był tak

oszałamiający, że pierwotne instalacje szybko okazały się niewystarczające. Fabryka rosła w oczach,

pochłaniając kolejne tereny wzdłuż wybrzeża, obrastając własnymi bocznicami kolejowymi i potężnymi

przepompowniami.

OD KAUKASKIEJ ROPY PO UNIEZALEŻNIENIE OD ROSJI

Wszystko zaczęło się na przełomie 1882 i 1883 roku, kiedy w dzielnicy Mlaka, zaledwie rzut kamieniem od

morskiego brzegu, wyrosły zręby Rafinerii Olejów Mineralnych (‌Rafinerija mineralnog ulja‌). Od początku

nie był to mały lokalny biznes. Za projektem stał potężny kapitał Węgierskiego Powszechnego Banku

Kredytowego, czyli wiedeńskiej gałęzi słynnego rodu Rotszyldów. Bracia Rotszyldowie mieli genialny plan:

połączyć rynek Europy Środkowej z ropą, którą już wydobywali na kaukaskich polach w Baku.

ZŁOTA ERA

Tankowiec Etelka - Foto: domena publiczna

Złotymi zgłoskami w historii miasta zapisał się moment, gdy w 1892 roku do nowo zbudowanego Portu

Naftowego (zwanego wówczas ‌Porto del Petrolio‌) w Rijece wpłynęła „‌Etelka‌”. Był to pierwszy i jedyny

tankowiec Austro-Węgier, a zarazem jeden z pierwszych stalowych tankowców na świecie! Przywiózł w

ładowniach imponujące 3500 ton surowej kaukaskiej ropy. Od tego dnia Rijeka stała się logistycznym

pępkiem ówczesnego świata.

W 1908 roku rijecki zakład oficjalnie stał się największą rafinerią ropy naftowej w całej Europie! Gigantyczny,

pulsujący życiem kompleks przemysłowy z dwudziestoma czterema potężnymi retortami, zdolny

przetworzyć góry surowca i zaspokoić aż jedną trzecią zapotrzebowania potężnego imperium Habsburgów.

Pracowały tu tysiące robotników, dla których budowano całe dzielnice mieszkaniowe. Miasto i fabryka zrosły

się w jeden organizm.

R Z E M I O S ŁO I P R Z E M Y S Ł

15

Zakład na Mlace nie tylko produkował, ale był

prawdziwym tyglem innowacji. To tutaj wybitny

inżynier

i

dyrektor

fabryki,

Milutin

Barač,

opracował i opatentował przemysłowy proces

pozyskiwania czystej cerezyny. Wcześniej używanie

wosku

ziemnego

(ozokerytu)

było

udręką

wyrabiane z niego świece mocno dymiły i

śmierdziały naftą. Barač sprawił jednak, że rijecka

cerezyna

stała

się

śnieżnobiała

i

całkowicie

bezzapachowa. Dzięki niej luksusowe, niedymiące

świece z Rijeki trafiały na ołtarze europejskich

kościołów, oświetlały najelegantsze wiedeńskie

salony i stawały się doskonałą bazą do produkcji

ekskluzywnych kosmetyków.

Bycie strategicznym sercem Europy ma jednak

swoją cenę. W czasie II wojny światowej rafineria

ściągnęła na siebie gniew aliantów. Między

styczniem 1944 a lutym 1945 roku lotnictwo

brytyjsko-amerykańskie

przeprowadziło

nad

Mlaką pięć nalotów dywanowych. Na fabrykę

zrzucono 260 bomb. Miasto przez tygodnie

spowijał gęsty, czarny dym płonącej historii.

Warto dodać, że w czasie tej samej wojny

zabytkowa „‌Etelka‌” poszła na dno, zatopiona

rijeckim wynalazkiem – samobieżną torpedą.

REWOLUCJA BARAČA

Potencjał przywożonej ropy wykorzystywano na Mlace

do maksimum. Kiedy z produkcji spłynęła już benzyna,

nafta oświetleniowa i oleje smarne, na dnie zostawał

najcięższy, czarny i lepki bitum. I na nim rafineria zrobiła

kolejny,

epokowy

interes.

Ówczesna

miejska

codzienność bywała uciążliwa – ulice regularnie tonęły w

błocie,

dławiły

kurzem

lub

fundowały

pasażerom

dorożek bezlitosne wstrząsy na kamiennym bruku.

Rijecki bitum radykalnie zmienił ten krajobraz. To

właśnie ten produkowany na Mlace surowiec stał się

kluczowym,

rewolucyjnym

lepiszczem,

z

którym

mieszano kruszywo, by tworzyć gładkie nawierzchnie

asfaltowe.

Nową,

trwałą

masą

zaczęto

pokrywać

pierwsze nowoczesne arterie na terenach dzisiejszej

Chorwacji, Słowenii i Węgier. Hałas drewnianych kół

uderzających o kocie łby stopniowo ustępował miejsca

płynnej jeździe, a smolisty produkt z Rijeki dosłownie i w

przenośni spajał nową infrastrukturę naszej części

Europy.

APOKALIPSA I POWOJENNY RESET

‌Rafineria Mlaka - Foto: archiwum własne

‌Rafineria Mlaka - Foto: archiwum własne

‌Rafineria Mlaka - Foto: archiwum własne

R Z E M I O S ŁO I P R Z E M Y S Ł

16

Stara Mlaka milczy, ale naftowa historia Rijeki toczy się dalej. Nowy zakład w Urinju właśnie rozpoczyna

kolejny, spektakularny rozdział historii. W marcu 2026 roku z wielką pompą zakończono tam wartą blisko

700 milionów euro modernizację. Uruchomiono potężną instalację opóźnionego koksowania. Dla

inżynierów oznacza to prawdziwą rewolucję – zakład ostatecznie pożegnał się z produkcją nieopłacalnego,

ciężkiego mazutu, dosłownie „wyciskając” z najcięższych frakcji ropy maksymalne ilości pożądanego na

rynku diesla. Co to oznacza w praktyce dla nas? Realny, potężny wzrost ilości tego paliwa na rynku

krajowym. W giełdowych komunikatach prasowych podkreślano, że zmodernizowany kompleks w Urinju

nie tylko całkowicie zaspokoi zapotrzebowanie Chorwacji na paliwa silnikowe, ale moce przerobowe będą

na tyle duże, że po zaspokojeniu rynku wewnętrznego, INA będzie w stanie bez problemu eksportować

nadwyżki na rynki sąsiednie, do Bośnii i Hercegowiny czy Słowenii.

Cel? Dokładnie ten sam, co u Rotszyldów pod koniec XIX wieku: pełna niezależność. Tym razem stawką jest

całkowite odcięcie się od importu rosyjskiego surowca i zagwarantowanie stabilności energetycznej

naszemu regionowi.‌

ROK 2026: HISTORIA ZATACZA KOŁO

Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku

maszyny na Mlace zatrzymano na zawsze. Dzisiaj teren

starej rafinerii to klasyczny ‌brownfield‌ – uśpiony,

postindustrialny

obszar

przesiąknięty

stuleciem

produkcji, który czeka na ekologiczną rewitalizację.

Spacerując wśród rdzewiejących instalacji, potężnych

zbiorników

i

zabytkowych

gmachów

z

czasów

Rotszyldów, możesz poczuć się jak w zamrożonym w

czasie muzeum przemysłowej potęgi.‌

Wyprowadzka nie oznaczała jednak nagłego zgaszenia

świateł

na

Mlace.

Przez

kolejne

dekady

INA

utrzymywała tam produkcję tego, co z ropy najcięższe

– smarów przemysłowych i asfaltu, a mieszkańcy

centrum wciąż żyli w uścisku smolistego zapachu.

Wkrótce jednak utrzymywanie przestarzałych instalacji

w sercu rozrastającego się miasta ostatecznie straciło

rację bytu.

Po wojnie rafineria wstała z popiołów, a produkcja pod

szyldem jugosłowiańskiej firmy INA z czasem znów

zaczęła

bić

europejskie

rekordy.

Jednak

wtedy

zrozumiano, że miasto zaczyna dławić się od smogu. W

latach 60. podjęto więc decyzję o przeniesieniu

głównej, najniebezpieczniejszej produkcji paliw na

pobliski półwysep Urinj.

‌Rafineria Mlaka - Foto: archiwum własne

H I S T O R I A I K U LT U R A

17

Historię o niezatapialnym statku i fatalnej górze lodowej zna niemal każdy. Widzieliśmy ją na filmach,

czytaliśmy o niej w książkach. Może się wydawać, że to opowieść na wskroś brytyjska i amerykańska,

rozgrywająca się gdzieś daleko na lodowatych wodach Atlantyku. Prawda jest jednak taka, że

najjaśniejszy, heroiczny punkt tamtej tragicznej kwietniowej nocy 1912 roku ma potężny lokalny

fundament. Statek, który jako jedyny ruszył na ratunek rozbitkom, płynął prosto do Rijeki, a na jego

pokładzie pracowali Chorwaci.

Z A P O M N I A N A B O H A T E R K A

Zacznijmy jednak od początku, czyli roku 1903 i

nabrzeży Rijeki. W tym właśnie roku słynne linie

oceaniczne Cunard Line uruchomiły regularne

połączenie

na

trasie

Nowy

Jork

Rijeka,

obsługiwane w latach 1904–1914 przez statek ‌RMS

Carpathia‌. W przeciwieństwie do luksusowych

transatlantyków,

‌Carpathia‌

była

statkiem

roboczym, zaprojektowanym z myślą o uboższych

emigrantach. To na jej pokładzie, przez blisko

dekadę tysiące mieszkańców Europy, w tym

Węgier, Polski i Chorwacji, wypływały w trwający

kilkanaście dni rejs po swój „amerykański sen”.

W czwartek, 11 kwietnia 1912 roku, ‌Carpathia‌ opuściła port w Nowym Jorku, obierając swój standardowy

powrotny kurs na Rijekę. Na pokładzie znajdowało się około 700 pasażerów oraz załoga pod dowództwem

kapitana Arthura Rostrona. Kilka dni później, w środku mroźnej nocy, operator telegrafu usłyszał

dramatyczny sygnał wzywający pomocy. Wielki, luksusowy ‌Titanic‌ tonął.

RMS Carpathia, pocztówka z roku 1912 - Foto: domena publiczna

CO ŁĄCZY RIJEKĘ Z TRAGEDIĄ TITANICA?

Decyzja kapitana Rostrona przeszła do legendy

żeglugi. Nakazał natychmiast zawrócić statek, odciąć

ogrzewanie w kabinach pasażerskich, by skierować

całą dostępną parę do maszyn napędowych, i przez

zdradzieckie pola lodowe ruszył w morderczy wyścig z

czasem.

Z

maksymalną

prędkością,

ryzykując

własnym bezpieczeństwem, statek pędził na ratunek.

Dotarł na miejsce tuż po tym, jak wielki liniowiec

zniknął pod falami. To załoga ‌Carpathii‌ zabrała na

pokład

ponad

700

zmarzniętych,

zszokowanych

rozbitków – jedynych, którzy ocaleli.

Kapitan Arthur Rostron -‌ ‌Foto: domena publiczna

Zmiana radiotelegrafisty Harolda Cottama skończyła się

około północy, jednak zdejmując buty i szykując się do snu,

zostawił

słuchawki

na

uszach.

Słuchał

wiadomości

nadawanych przez stację Cape Cod, chcąc poznać wyniki

sobotnich meczów piłkarskich oraz doniesienia o strajku

brytyjskich górników. Wtedy to usłyszał, że stacja Cape Cod

ma zaległe prywatne depesze dla Titanica. Ponieważ

Carpathia była bliżej, postanowił po koleżeńsku wywołać

Titanica i zaproponować pomoc w ich przekazaniu. W

odpowiedzi na to wywołanie usłyszał od operatora Titanica

(Jacka Phillipsa) sygnał wezwania o pomoc (początkowo

CQD, a potem SOS).

Czy wiesz, że...

H I S T O R I A I K U LT U R A

18

W tym momencie historia ‌Titanica‌ przestaje być tylko hollywoodzkim scenariuszem, a staje się rijecką

dumą. Uratowanie ponad siedmiuset osób nie powiodłoby się, gdyby nie tytaniczna praca załogi. A

stanowili ją w dużej mierze młodzi Chorwaci. Ponad 70 spośród 240 członków załogi ‌Carpathii‌ wywodziło

się z terenu dzisiejszej Chorwacji – z samej Rijeki, Istrii, Hrvatskiego Primorja i Dalmacji.‌ ‌Ci 18- czy 20-letni

młodzi mężczyźni pracowali jako kelnerzy, palacze pod pokładem i marynarze pokładowi. Kiedy ich kapitan

manewrował między górami lodowymi, oni dwoili się i troili, by zamienić jadalnie w prowizoryczny szpital.

Oddawali swoje własne koce i łóżka, gotowali hektolitry gorącej zupy i kawy, pomagali wciągać na pokład

zszokowane, płaczące kobiety i dzieci, nierzadko ryzykując własnym zdrowiem. Po powrocie do Nowego

Jorku wszyscy zostali odznaczeni medalami za odwagę, po czym... po prostu wrócili do swojej ciężkiej pracy

na morzu.

Wybuch I wojny światowej latem 1914 roku z dnia na dzień zamknął rijecki rozdział w historii statku. Kvarner

stał się strefą zapalną, a trasa przez Adriatyk została zlikwidowana. ‌Carpathia‌ została oficjalnie

zarekwirowana przez rząd brytyjski. Z gwarnego statku przewożącego rodziny poszukujące lepszego życia

za oceanem przeobraziła się w szary, zamaskowany transportowiec wojenny. W latach 1914–1918 pływała

głównie na wyjątkowo niebezpiecznej, patrolowanej przez niemieckie okręty podwodne trasie między

Ameryką Północną (najczęściej z portu Halifax w Kanadzie lub z Nowego Jorku) a Liverpoolem. Przewoziła

przez ocean zapasy, sprzęt oraz tysiące amerykańskich i kanadyjskich żołnierzy zmierzających na fronty

Europy.

15-letnia służba ‌Carpathii‌ zakończyła się gwałtownie 17 lipca 1918 roku (zaledwie kilka miesięcy przed

oficjalnym końcem wojny). Statek, będący częścią konwoju zmierzającego z Liverpoolu do Bostonu, został

trafiony trzema torpedami wystrzelonymi przez niemieckiego U-Boota U-55 u południowych wybrzeży

Irlandii. ‌Carpathia‌ zatonęła w nieco ponad dwie godziny. Zginęli pracownicy maszynowni (pięciu palaczy w

wyniku samej eksplozji torped), ale dzięki sprawnej ewakuacji pozostałe 218 osób – załogę i pasażerów –

zdołano uratować w szalupach.‌

Czas na finałowy zwrot akcji. Mamy w mieście absolutnie unikatowy, namacalny dowód tamtej nocy! Wśród

bohaterskiej załogi znajdował się osiemnastoletni kelner Josip Car. Kiedy ‌Carpathia‌ po akcji ratunkowej

dobiła do Nowego Jorku, Josip zatrzymał sobie na pamiątkę jedną z grubych korkowych kamizelek

ratunkowych pozostawionych przez rozbitków z ‌Titanica‌. Po wybuchu I wojny światowej młody kelner

wrócił w rodzinne strony, zabierając tę niezwykłą pamiątkę ze sobą, a w 1938 roku przekazał ją miastu.

Kamizelka z Titanica, eksponat w Muzeum w Rijece -‌ ‌Foto: archiwum własne

Dziś ta oryginalna płócienna

kamizelka spoczywa bezpiecznie

w zbiorach Muzeum Morskiego i

Historycznego

Chorwackiego

Wybrzeża (‌Pomorski i povijesni

muzej Hrvatskog primorja‌) w

dawnym Pałacu Gubernatora w

Rijece. Jest to jedyna zachowana,

oryginalna kamizelka ratunkowa

z

‌Titanica‌

w

całej

Europie

(pozostałe

nieliczne

egzemplarze

znajdują

się

za

oceanem).

PAMIĄTKA Z PŁÓTNA I KORKA

H I S T O R I A I K U LT U R A

19

Odznaczenia te, znane w historii jako ‌Carpathia Medals‌,

zostały ufundowane ze specjalnie zebranych środków

przez komitet ocalałych pasażerów ‌Titanica‌, na którego

czele stała Margaret "Molly" Brown. Medale zostały

uroczyście wręczone 29 maja 1912 roku i podzielono je na

trzy kategorie:

Złote medale‌ otrzymali starsi oficerowie.‌

Srebrne medale‌ trafiły do młodszych oficerów.‌

Brązowe medale‌ otrzymali wszyscy pozostali

członkowie załogi

Wszyscy członkowie załogi statku ‌Carpathia‌ – w tym liczni marynarze, palacze i stewardzi pochodzący z

Fiume (dzisiejszej Rijeki) oraz okolicznych regionów Kvarneru i Istrii – otrzymali medale za udział w akcji

ratunkowej.

Foto: domena publiczna‌

Foto: domena publiczna‌

R Z E M I O S ŁO I P R Z E M Y S Ł

20

Była już mowa o ropie naftowej, stoczni i torpedach. Pora zatem na słodszą opowieść. Bo nawet w

dusznym industrialnym tyglu Rijeki znalazło się miejsce na zapach, który i dziś kojarzy się z czystym

luksusem – aromat prażonego kakao. Zanim na Bałkanach zapanowała moda na słodycze z Zagrzebia,

to Rijeka była prawdziwą stolicą czekolady.

SŁODKA TAJEMNICA

Znakiem rozpoznawczym zakładu, niemal natychmiast kojarzonym z najwyższą jakością, stał się masywny

słoń, uwieczniony na opakowaniach w chwili słodkiego zapomnienia. Ten nieoczywisty w nadmorskim

krajobrazie motyw stanowił w istocie majstersztyk ówczesnego marketingu, skutecznie wyróżniając rijeckie

wyroby na tle konkurencji.

OPOWIEŚĆ O SŁONIU Z CZEKOLADY

Spacerując dziś ulicami chorwackich miast, niemal na każdym kroku natykamy się na słodycze z logo

zagrzebskiego Kraša. Jednak to nie w stolicy, lecz nad brzegiem Adriatyku, zaczęła się pisać najsłodsza karta

historii regionu. Rijeka o ponad dekadę wyprzedziła stolicę w wyścigu o podniebienia. Cofnijmy się do roku

1896, gdy w Rijece dumnie otwierała podwoje ‌Fabbrica di Cacao e Cioccolato Fiume‌ (Fabryka Kakao i

Czekolady), a zapach morskiej soli mieszał się z intensywnym aromatem palonych ziaren kakao

SŁOŃ Z PORTOWYCH DOKÓW

Ekspozycja w MGR - Foto: archiwum własne

Fabryka stanęła u zbiegu dzisiejszych ulic Zvonimirovej i Milutina Barača, w strategicznym punkcie tuż obok

dworca kolejowego. Wybór lokalizacji nie był przypadkowy. Produkcja czekolady wymagała sprawnego

transportu zarówno egzotycznych surowców, jak i gotowych, delikatnych produktów.

W przeciwieństwie do stoczni czy stalowni, gdzie

dominowali mężczyźni i ciężka praca fizyczna, fabryka

czekolady miała wyraźnie kobiecą twarz. Przy taśmach

produkcyjnych

wymagano

absolutnej

czystości,

precyzji

i

zręczności,

zwłaszcza

przy

ręcznym

pakowaniu

pralin

i

bombonierek.

Dla

wielu

mieszkanek Rijeki fabryka stała się szansą na stabilne

zatrudnienie i finansową niezależność.

Słoń uosabiał obietnicę dalekiej, egzotycznej przygody.

Ziarna kakaowca przypływały w ładowniach wielkich

statków handlowych, prosto z kolonii w Afryce, Azji i

Ameryce Południowej. Kupując czekoladę marki „‌Slon‌”

lub kakao w proszku ‌Cacao Elefante‌, zamożny

mieszkaniec

monarchii

habsburskiej

kupował

dosłownie

i

w

przenośni

odrobinę

wielkiego,

nieodkrytego świata, starannie zawiniętą w sreberko.

KOBIECA PRECYZJA

I ZŁOTE MEDALE

Spod sprawnych rąk pracownic fabryki wychodziły wyroby, które nie były po prostu słodyczami – były

swoistą manifestacją luksusu. Rijecka czekolada trafiała na stoliki eleganckich kawiarni i do bogatych

domów arystokracji, a o jej klasie świadczyły nie tylko opinie smakoszy, ale i bogata kolekcja złotych medali,

z dumą reprodukowanych na opakowaniach. Każde takie odznaczenie, zdobyte na prestiżowych wystawach

od Wiednia po Budapeszt, było dla rijeckiego „Słonia” przepustką do najznamienitszych salonów monarchii

austro-węgierskiej.