TEMAT NUMERU
BURA
KWIECIEŃ / 2026
BURAMAGAZYN.PL
MAGAZYN
K A R L O V A C
K A R L O V A C
K A R L O V A C
POWIEW CHORWACJI
foto: Canva
MIASTO
UTKANE Z MGŁY
MIASTO SPOTKAŃ
MIASTO SPOTKAŃ
MIASTO SPOTKAŃ
NIEZWYKŁE ŻYCIE
ALFREDA KRUPY
EDISON 2.0
DRUGIE ŻYCIE KINA
NUMER ISSN
WYDAWCA
REDAKTOR NACZELNA
KONTAKT E-MAIL:
ADRES SIEDZIBY WYDAWCY
ADRES REDAKCJI
ISSN-3102-4017
PREKORUPE obrt za usluge
i putnička agencija
MONIKA MIKOLAJSKA
redakcja@buramagazyn.pl
ul. Braće Monjac 20,
51000 Rijeka, Chorwacja
STRONA INTERNETOWA
ul. Braće Monjac 20,
51000 Rijeka, Chorwacja
https://buramagazyn.pl
REDAKCJA I KOREKTA
PROJEKT GRAFICZNY I
SKŁAD:
DYSTRYBUCJA ONLINE
DODATKOWE
LICENCJONOWANE
MATERIAŁY
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. ŻADNA CZĘŚĆ NINIEJSZEGO MAGAZYNU CYFROWEGO NIE
MOŻE BYĆ KOPIOWANA, POWIELANA ANI ROZPOWSZECHNIANA ZA POMOCĄ URZĄDZEŃ
ELEKTRONICZNYCH, MECHANICZNYCH, KOPIUJĄCYCH, NAGRYWAJĄCYCH I INNYCH, BEZ
PISEMNEJ ZGODY WYDAWCY, Z WYJĄTKIEM KRÓTKICH CYTATÓW W RECENZJACH. WYDAWCA
NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA TREŚĆ REKLAM I MATERIAŁÓW PROMOCYJNYCH.
Monika Mikolajska
Monika Mikolajska
Canva Stock, Pexels
(na podstawie licencji)
publuu.com
PRAWA AUTORSKIE
I ZASTRZEŻENIA
Copyright© 2026,
PREKORUPE obrt za
usluge i putnička
agencija
FOTOGRAFIE
archiwum własne, Sabina Fučić
2
OKŁADKA: Karlovac, most pontonowy / Lis K. z zasobów Canva
OD REDAKCJI
Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku!
Kwietniowy
numer
ukazuje
się
z
małym
opóźnieniem, ale nie ma co owijać w bawełnę - w
marcu przegrywałam walkę z prokrastynacją. Jednak
już jestem, z pachnącym świeżością wydaniem i
przyznaję - mam nadzieję, że choć troszkę tęskniliście
🙂
Kiedy nadchodzą pierwsze, prawdziwie ciepłe dni,
większość z nas automatycznie kieruje myśli na
południe, w stronę Adriatyku. Ale w tym numerze
Magazynu BURA postanowiłam zatrzymać Was w
połowie drogi i porwać do miasta leżącego na styku
czterech rzek. Do miejsca, w którym jesienną mgłę
zamyka się w słoikach, a w bagnistych szuwarach
buduje się tętniącą życiem plażę. Witajcie w Karlovcu
i jego niezwykłych okolicach!
W nowym cyklu “Ścieżki z Polski” poznacie Alfreda
Krupę – geniusza z Mikołowa, którego wynalazek
zabieramy ze sobą w każdą podróż. Na kolejnych
stronach spotkacie Mariję Jambrišak - nauczycielkę,
która
jako
pierwsza
w
historii
zszokowała
dziewiętnastowieczne
elity,
głośno
bezkompromisowo żądając dla kobiet równej płacy.
Staniemy u stóp twierdzy Dubovac i zajrzymy do kina
XXI wieku.
Opowiem Wam o kaprysie karlovackiego drukarza,
który podarował miastu rzeczną riwierę, i o sile
wyobraźni, która zamienia lokalne wady w największe
atuty. Mamy nadzieję, że po lekturze Wasz następny
przystanek w Karlovcu potrwa znacznie dłużej niż
tylko na wypicie szybkiej kawy.
Dobrej lektury!
REDAKTOR NACZELNA
Moni łajs
3
foto: archiwum własne
Magazyn BURA powstaje z miłości do Chorwacji i jest w pełni darmowy. Jeśli chcesz wesprzeć moją
pracę i dodać mi energii do dalszych poszukiwań tematów, możesz wirtualnie postawić mi kawę
MIASTO UTKANE
Z MGŁY
KARLOVAC
RIVIERA W SERCU
KONTYNENTU
05
DUBOVAC
11
ZIELONA DUMA
KARLOVCA
16
07
14
17 NIEZWYKŁE ŻYCIE
ALFREDA KRUPY
W TYM NUMERZE
19
EDISON 2.0
Drugie życie kina
21
BUNTOWNICZKA
Z KARLOVCA
Kalendarium
W następnym numerze
23 PIĄTA RZEKA
25
NA HORYZONCIE
4
A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A
T E M A T N U M E R U
I N I C J A T Y W Y I W Y D A R Z E N I A
P R Z Y R O D A I P O D R Ó Ż E
H I S T O R I A I K U LT U R A
Ś C I E Ż K I Z P O L S K I
A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A
K O B I E T Y C H O R W A C J I
C H O R W A C J A N A T A L E R Z U
Twierdza, która przetrwała
Marija Jambrišak
Browar Karlovac
foto: Canva
Miasto spotkań
A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A
5
Zanim w dolinie czterech rzek na dobre rozgościł się Karlovac, regionu strzegła znacznie starsza
twierdza Dubovac. Ale to wznoszące się tuż nad zakolem rzeki Kupy wzgórze tętniło życiem na długo
przed tym, zanim zagościły tu arystokratyczne intrygi.
DUBOVAC
Badania archeologiczne dowodzą, że pierwsi osadnicy pojawili się już w epoce brązu i żelaza. Sam zamek
zawdzięcza zaś nazwę chorwackiemu słowu dub, czyli dąb, na pamiątkę dębowych lasów, gęsto
porastających tutejsze zbocza. Pierwsza oficjalna pisemna wzmianka o Dubovcu pochodzi z roku 1339, kiedy
ta rozrastająca się u podnóża osada doczekała się swojego pierwszego proboszcza.
Wiosną 1578 roku, kiedy tętniąca życiem osada u stóp zamku Dubovac przygotowywała się do Wielkiego
Piątku, na horyzoncie pojawiła się armia osmańska. Atak był błyskawiczny i niszczycielski. Turcy uderzyli na
nieufortyfikowaną, rzemieślniczą część osady (zwaną dubovačka varoš). Drewniane zabudowania
natychmiast stanęły w płomieniach, a mieszkańcy w panice szukali schronienia za kamiennymi murami
twierdzy.
TWIERDZA, KTÓRA PRZETRWAŁA
Początkowo twierdza była drewnianą konstrukcją obronną. Od roku 1442 dzierżawi ją książę Stjepan
Frankopan, a wkrótce potem Dubovac staje się własnością rodu i pozostaje w spisie jego dóbr aż do połowy
XVI wieku. To pod rządami Frankopanów twierdza przechodzi prawdziwą architektoniczną rewolucję i z
drewnianej budowli obronnej zmienia się w kamienny zamek. Zyskuje też swój charakterystyczny,
nieregularny kształt – renesansowy kasztel z gotyckimi elementami. Jego wizytówką stają się trzy okrągłe
baszty i górujący nad całością, wyższy o dwa piętra kwadratowy donżon (branič-kula). To w nim znajdowały
się komnaty mieszkalne, a dziś mieści się muzealna ekspozycja.
KRWAWY PIĄTEK
foto: Visit Karlovac
A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A
6
Kiedy dym bitewny opadł, do akcji wkroczył Ivan Ferenberg. Mianowany kilka miesięcy wcześniej dowódcą
Pogranicza Wojskowego (Vojne krajine) siedemdziesięciosiedmioletni generał wyruszył w pościg za
wycofującą się armią. Kilka tygodni później, w maju 1578 roku, wytropił i uderzył na siły osmańskie, które po
przegrupowaniu planowały powrót pod mury Dubovca. Bitwa przerodziła się w pogrom. Generał dosłownie
rozbił w pył wrogie oddziały, a na dowód absolutnego triumfu kazał ściąć pokonanym głowy. Z pola bitwy
zwieziono 900 osmańskich czaszek, które stały się najbardziej upiornym trofeum w jego karierze.
Po utracie strategicznego znaczenia na rzecz
Karlovca,
Dubovac
kilkukrotnie
zmieniał
właścicieli i funkcje (był nawet prochownią). W
1837 roku posiadłość kupił irlandzki hrabia Laval
Nugent, nadając twierdzy nieco romantycznego
stylu. Prawdziwy cud wydarzył się jednak w roku
1896. Gdy zamek po raz kolejny zaczął podupadać,
gmina
Karlovac
podjęła
bezprecedensową,
pionierską decyzję – za publiczne pieniądze
odkupiła zabytek z prywatnych rąk (właścicielem
był wtedy Rudolf Leon), by ocalić go i udostępnić
mieszkańcom! Dzięki tej wizjonerskiej decyzji
sprzed ponad stu lat Dubovac nie podzielił
smutnego losu pobliskiego zamku Bosiljevo. Dziś
jest jednym z najlepiej zachowanych zabytków
feudalnych w całej Chorwacji, a widok z jego
donżonu
na
rzekę
i
miasto
to
absolutnie
obowiązkowy punkt każdej wycieczki.
Z
tym
burzliwym
okresem
wiąże
się
też
największa
legenda
Dubovca.
W
sercu
zamkowego dziedzińca do dziś stoi stara studnia.
Okoliczni mieszkańcy od pokoleń przekazują
sobie opowieść, że na jej dnie znajduje się wejście
do tajnego tunelu ewakuacyjnego, który, biegnąc
głęboko pod ziemią, przecina koryto rzeki Kupy i
prowadzi do samego centrum Karlovca. Choć nie
odnaleziono żadnych archeologicznych dowodów
na jego istnienie, legendę tunelu opowie Ci z
błyskiem w oku, każdy lokalny przewodnik.
Sytuacja obrońców była ciężka. Najeźdźcom udało się przełamać zewnętrzne umocnienia i wedrzeć na
zamkowy dziedziniec. Obrońcy wycofali się do potężnego donżonu. Desperacko odpierali atak, świadomi, że
nie mają już dokąd uciec. Zamek spłynął krwią, podgrodzie zamieniło się w dymiące zgliszcza, ale wieża
wytrzymała. Turkom nie udało się jej zdobyć, wycofali się więc, unosząc ze sobą bogate łupy.
foto: archiwum własne
Tragedia z Wielkiego Piątku ostatecznie udowodniła
wiedeńskiemu dworowi, że stary zamek na wzgórzu nie
wystarczy do powstrzymania kolejnych inwazji. Zapadła
decyzja, która zmieniła mapę tej części Europy. Rok
później, 13 lipca 1579 roku, na nizinie w widłach rzek
rozpoczęto budowę nowej, nowocześniejszej twierdzy w
kształcie sześcioramiennej gwiazdy. Tak powstał Karlovac,
a
generał
Ferenberg
został
jego
pierwszym
komendantem.
7
T E M AT N U M E R U
foto: Canva
8
Mówią, że jeśli spojrzysz na to miasto z lotu ptaka, ujrzysz rzucony w rozlewisko renesansowy amulet.
Karlovac, leżący na skrzyżowaniu czterech rzek, dla wielu turystów zmierzających nad Adriatyk jest
zaledwie mignięciem za szybą samochodu. A jednak to właśnie tu bije jedno z najtwardszych serc na
Bałkanach. To miasto, które zrodziło się z lęku przed końcem świata, wyrosło na potęgę dzięki
sprytowi rzecznych flisaków, a po drodze... ukształtowało umysł genialnego Nikoli Tesli. Zanurzmy się
w historię „miasta-gwiazdy”, w którym woda, krew i piwo od wieków płyną tym samym korytem.
T E M AT N U M E R U
KARLOVAC
MIASTO SPOTKAŃ
W drugiej połowie XVI wieku Imperium Osmańskie coraz mocniej napierało na Europę. Padały kolejne
twierdze, a tureckie oddziały zagrażały nawet sercu habsburskiej monarchii. Sytuacja stawała się krytyczna.
Wtedy właśnie arcyksiążę Karol II Habsburg podjął decyzję o budowie nowej, nowoczesnej i potężnej
twierdzy, która miała ostatecznie zatrzymać wroga. Na jej lokalizację wybrano strategiczne, bagniste tereny
w widłach rzek Kupy i Korany. Budowa ruszyła dokładnie 13 lipca 1579 roku (ta data to do dziś oficjalne
urodziny miasta), a na cześć arcyksięcia twierdzy nadano imię Karlstadt. Została zaprojektowana zgodnie z
najnowocześniejszymi renesansowymi koncepcjami inżynieryjnymi jako tak zwane „miasto idealne”.
Otrzymała unikalny kształt sześcioramiennej gwiazdy, otoczonej potężnymi wałami. I miała stanowić
barierę nie do przejścia.
Początki dzisiejszej dzielnicy Gwiazda (Zvijezda)
spowija mroczna, ale i fascynująca legenda.
Turcy atakowali twierdzę aż siedem razy, lecz
nigdy nie zdołali sforsować jej wałów. Dlaczego?
Znany kronikarz Radoslav Lopašić zanotował
przyprawiające o gęsią skórkę podanie. Podobno
pod
kamienie
węgielne
nowej
osady
wmurowano dokładnie 900 osmańskich czaszek
– krwawe trofea zdobyte w bitwie przez
twardego generała Ivana Ferenberga (więcej o
nim w artykule Dubovac - twierdza, która
przetrwała). Ten makabryczny fundament miał
jakoby rzucić klątwę na każdego najeźdźcę i
uczynić nową osadę niezwyciężoną. Patrząc na
to, że Karlovac nigdy nie został zdobyty – system
zadziałał bezbłędnie.
MAKABRYCZNY FUNDAMENT
GENERAŁOWIE USTĘPUJĄ
KUPCOM
Przez
pierwsze
dziesięciolecia
Karlovac
był
surowym
obozem
wojskowym.
Rządy
sprawowali generałowie, a cywile nie mieli zbyt
wiele do powiedzenia. Kiedy jednak widmo
tureckich szabel odeszło w cień, miasto zrzuciło
militarny gorset. Punktem zwrotnym był rok
1781, gdy od cesarzowej Marii Teresy Karlovac
otrzymał status Wolnego Miasta Królewskiego.
Od tej chwili gwar targowisk zastąpił wojskową
dyscyplinę.
foto: Canva
9
T E M AT N U M E R U
Dzięki swojemu położeniu Karlovac błyskawicznie
zmienił się w tętniący życiem węzeł handlowy, łączący
żyzną Nizinę Panońską z wybrzeżem Adriatyku. Rosła
potrzeba budowy nowych dróg i tak powstały słynne
trakty: Karolina, Jozefina i Lujzijana. Po tutejszych
rzekach
kursowały
setki
drewnianych
statków
transportowych (tzw. žitne lađe), a rosnące kupieckie
bogactwo
miało
swoje
odzwierciedlenie
wyrastających dookoła wystawnych kamienicach. W
objęciach
murów
zaczynało
brakować
miejsca,
miasto powoli zaczęło więc wychodzić poza nie i żyć
nowymi opowieściami. Jest wśród nich historia
karlovackiej Chińskiej Dzielnicy (Kineska četvrt). Czy
mieszkali tam imigranci z dalekiej Azji? Absolutnie
nie! Nazwa przylgnęła do niej, gdy osiedle zaczęło
gwałtownie się rozwijać i zjechało tam mnóstwo
wielodzietnych, robotniczych rodzin. Biegające po
wąskich uliczkach gromady dzieci, ich okrzyki i
nawoływania tworzyły harmider, jakby „było tu jak u
Chińczyków”. I tak już zostało. W Karlovcu znajdziesz
też dzielnicę o nazwie Gaza, która w czasie wojny
ojczyźnianej była domem dla uchodźców.
Złota era flisaków załamała się wraz z nadejściem
kolei, ale w połowie XIX wieku Karlovac znalazł na
siebie nowy pomysł – tym razem inwestując w
przemysł. To wtedy powstał słynny tutejszy browar
oraz wielkie fabryki tekstylne i skórzane. Dawne,
ziemne wały obronne ostatecznie straciły rację
bytu, zaczęto je więc zasypywać, sadząc w ich
miejsce szpalery drzew. Tak narodziło się "miasto
parków". W latach 1870–1873 spacerował tymi
uliczkami niezwykły młody człowiek, który miał w
przyszłości zrewolucjonizować świat. Bo właśnie w
tutejszym gimnazjum uczył się Nikola Tesla!
Zafascynowany
pokazami
fizycznymi
swojego
profesora, Martina Sekulicia, zaraził się pasją do
elektryczności. Co więcej, to właśnie w Karlovcu
młody wynalazca zdobył jedyny formalny dyplom
w swoim życiu, i to tutejsza architektura miała
zapoczątkować
jego
późniejszą
obsesję
na
punkcie liczby "3".
foto: archiwum własne
foto: archiwum własne
10
T E M AT N U M E R U
Koniec XX wieku brutalnie przypomniał miastu o jego wojennym przeznaczeniu. Podczas tragicznej wojny
ojczyźnianej w latach 90. Karlovac znów musiał stać się tarczą dla reszty kraju. Miasto znalazło się na linii
frontu i przez cztery lata było bezlitośnie ostrzeliwane. Szczególnym symbolem zniszczenia stała się
południowa dzielnica Turanj, która obróciła się w morze gruzów. Te wstrząsające, poszarpane pociskami
mury i spalone dachy zobaczył wkrótce cały świat. Gdy w 1995 roku Michael Jackson wypuścił do telewizji
jeden ze swoich najbardziej poruszających teledysków do utworu „Earth Song”, kadry ukazujące wojenny
koszmar, uciekających cywilów i potworną destrukcję nakręcono właśnie na zgliszczach karlovackiej
dzielnicy Turanj.
BLIZNY LAT 90.
NOWE ŻYCIE W WIDŁACH RZEK
Dziś jednak Karlovac nie patrzy w przeszłość z lękiem. Wojenne blizny ukrywa w nowoczesnym stylu
współczesnej, rozwijającej się metropolii. Dawna Zvijezda przechodzi właśnie największą rewitalizację w
swoich dziejach, a miasto rewelacyjnie łączy miejską energię z dziką naturą rzek. Absolutnym hitem jest
„Aquatika” – jedyne w Chorwacji i spektakularne pod kątem architektury słodkowodne akwarium.
Wkomponowano je w nadbrzeżne wały Korany tak, że z lotu ptaka stanowi przedłużenie zielonego
trawnika, pod którym można podziwiać tajemniczy, rzeczny świat. Na rzekę Kupa powróciła dawna tradycja
– możesz wybrać się na spływ pieczołowicie odtworzoną łodzią typu žitna lađa („Zora”) by niespiesznie
dryfować w stronę słońca.
Stuletnie Kino Edison zmartwychwstało jako pierwsze w Chorwacji kino VR, a obok dawnego gimnazjum
otwarto innowacyjne Nikola Tesla Experience Center. Parki znów pachną lipami, a w barach leje się litrami
złociste Karlovačko. Bo Karlovac po raz kolejny udowadnia, że wyrysowane na mokradłach miasto potrafi
zmienić swoje przeznaczenie i z wojskowej tarczy przeobrazić się w fascynującą, zieloną oazę. I przetrwać
wszystko.
foto: Canva
INICJATYWY I WYDARZENIA
11
Powszechnie wiadomym jest, że nikt przy zdrowych
zmysłach nie zapłaciłby za złą pogodę. A co, jeśli Twoje
miasto przez niemal kwartał tonie w gęstej mgle? Możesz
załamać ręce i czekać na wiosnę. Albo, jak zrobili to w
Karlovcu, spakować szarugę w słoiki i zacząć ją sprzedawać!
MIASTO UTKANE Z MGŁY
foto: Canva
INICJATYWY I WYDARZENIA
12
Gdy cztery rzeki spotykają się w jednej dolinie, fizyki nie da się oszukać. Wilgoć wisi w powietrzu, a Karlovac
regularnie spowija gęsta, mleczna zawiesina. Statystyki są bezlitosne – tutejsze ulice toną we mgle średnio
przez 79 dni w roku. Absolutny rekord padł w listopadzie 1995 roku, kiedy to słońce nie przebiło się przez
chmury przez bite dwadzieścia pięć dni! Miasto wyglądało wtedy jak scenografia do filmu noir, gdzie za
każdym rogiem czai się tajemnica. Jednak słynący z pogody ducha i dystansu do siebie mieszkańcy
Karlovca, zamiast narzekać na jesienną pogodę, postanowili zrobić z niej swój atut. Z dumą ochrzcili się
„Miastem Mgły” (Grad magle), udowadniając, że wyobraźnia i dobry humor są znacznie cenniejsze niż
idealna pogoda.
foto: Janett Vučeta – Karas - zdobywczyni 2 miejsca w konkursie / za paviljon-katzler.hr
SPRZEDAWAĆ KOMUŚ MGŁĘ
W
języku
chorwackim
istnieje
idiom,
który
uwielbiam: „prodavati maglu”, czyli „sprzedawać
mgłę”. Oznacza dokładnie to samo, co nasze polskie
mydlenie oczu czy - mówiąc dosadnie - wciskanie
kitu. A jednak jedna z mieszkanek Karlovca
postanowiła dosłownie potraktować to powiedzenie.
Morana Rožman, dobra dusza Karlovca i animatorka
kultury prowadzi na co dzień kultowy Paviljon
Katzler. I to właśnie u niej, przed kilku laty pojawiła
się w ofercie jedna z najbardziej absurdalnych, a
równocześnie genialnych pamiątek z wakacji -
„Karlovačka magla”. To nic innego jak szczelnie
zamknięty, elegancki szklany słoik… z mgłą. Morana
z
pełną
powagą
i
zawadiackim
uśmiechem
tłumaczy zdumionym turystom, że to w stu
procentach naturalny, ekologiczny produkt.
foto: Visit Karlovac
INICJATYWY I WYDARZENIA
13
Sukces Morany uruchomił lawinę kreatywności. Skoro można sprzedać słoik mgły, to dlaczego nie
zorganizować wokół niej całej miejskiej imprezy? I tak Karlovac stworzył własny, unikalny Fog Festival
(Festiwal Mgły), który odbywa się co roku w listopadzie.
Opowiada o tym, jak bladym świtem biega z siatką na motyle i łapie najgęstszą mgłę w dawnych fosach
renesansowej Gwiazdy. Oferuje też mgłę w wersji premium - pachnącą liliami, wprost znad rzeki Korany.
Coś co miało być żartem, okazało się prawdziwym sukcesem! Ludzie pokochali kupowanie „niczego”, a o
słoikach z karlovacką mgłą mówiono nawet w brytyjskiej stacji BBC!
Impreza zyskuje coraz większą popularność,
ma też stałych bywalców, którzy przybywają do
miasta tylko po to, by wyruszyć na mistyczne,
nocne spacery z przewodnikami. Błąkają się
po zarośniętych szańcach, słuchają miejskich
legend
na
zabytkowym
cmentarzu
pod
zamkiem
Dubovac
i
oglądają
wystawy
poświęcone
„zamglonej
fotografii”
podwodnych korytarzach centrum Aquatika. A
słynne,
zabytkowe
Kino
Edison
na
czas
Festiwalu przygotowuje maratony mrocznych
dreszczowców. Festiwalowe szaleństwo nie
omija też sceny kulinarnej. W restauracyjnych
menu pojawiają się mgliste dania, jak choćby
popularna
pizza
„Karlovačka
magla”,
zaś
barmani
serwują
dymiące,
podawane
gęstych
oparach
suchego
lodu
„mgliste
koktajle”.
foto: Visit karlovac
Karlovac co roku od nowa udowadnia, że nie ma złej pogody. Jest tylko brak dobrej opowieści. Tam, gdzie
inni widzą powód do zamykania się w domach, to niezwykłe miasto tworzy zjawiskowy spektakl, na który
bilety wyprzedają się na pniu.
foto: Bocic_Ksenija_Novi centar_Magla s prozora / za paviljon-katzler.hr
Kanał Miłości
14
Luty 1929 roku zapisał się w historii Bałkanów jako „zima stulecia”. Temperatury spadały do -36
stopni, rzeki zamarzały, a potężne zaspy odcinały całe miasta. I właśnie wtedy, w środku mroźnego
piekła, Dragutin Fogina młodszy wymarzył sobie plażę. I zmienił to marzenie w rzeczywistość.
P R Z Y R O DA I P O D R ÓŻ E
RIWIERA W SERCU KONTYNENTU
Jeszcze przed nadejściem wiosny ten potomek znanej karlovackiej rodziny drukarzy wykupił działkę nad
brzegiem rzeki Korana. Wkrótce, przy pomocy żołnierzy z pobliskiego garnizonu, wykarczował zarośla i
oczyścił brzeg, a wiosną zaczął wkopywać w dno potężne, dębowe bale. W ciągu zaledwie kilku lat na
powstającym kąpielisku wybetonowano schody, nasypano drobny piasek i postawiono dziesiątki
drewnianych kabin. Zaś gwoździem programu stała się dziesięciometrowa, drewniana skocznia, która na
zawsze zmieniła panoramę miasta.
Lata 30. XX wieku to dla rodziny Fogina prawdziwa złota
era. Kąpielisko stało się niezwykle modne, zjeżdżała tu
śmietanka towarzyska z całego Zagrzebia. Powodem
była nie tylko rozrywka – w tamtych czasach woda z
Korany uchodziła za wybitnie leczniczą i bogatą w jod.
Ówczesna prasa zachwalała kąpiele w tej rzece jako
„wzmacniające siłę mężczyzn i krzepiące urodę kobiet”.
Początkowo wstęp na kąpielisko był płatny, a bilet
kosztował 1 dinara. Było to konieczne, ponieważ
Dragutin zaciągnął na budowę i planowane atrakcje
spory kredyt. Utrzymanie kąpieliska wymagało też
stałych nakładów. Szybko więc zaczęto nazywać je
„elitarnym kąpieliskiem”. Z czasem jednak Fogina
wpadł na niezwykły marketingowy pomysł i dokonał
korekty cennika. Jak podają źródła, zrezygnował z
pobierania opłaty za wejście. Zamiast tego wprowadził
specjalne
kupony
konsumpcyjne.
Od
tej
chwili
korzystanie z kąpieliska było bezpłatne, ale goście
musieli wykupić kupon na mleko, lody lub kanapkę w
plażowym bufecie!
Dragutin marzył, by na rzece tętniło życie. Dlatego kupił flotyllę drewnianych łódek wiosłowych (hr. čamci),
sprowadził specjalnie z Lublany profesjonalnego trenera, by uczył lokalne dzieciaki technik pływania oraz
prawidłowego i bezpiecznego wiosłowania. Oprócz kultowej skoczni pomyślano też o najmłodszych.
Wydzielono specjalną strefę z płytką wodą dla uczących się pływać. Drobny piasek do tej strefy i na samą
plażę dowożono specjalną, wielką płaskodenną łodzią transportową, z tak zwanego Kanału Miłości
(Ljubavni kanal).
Ljubavni kanal był cichym zakątkiem, dopływem rzeki Korany, znajdującym się nieco powyżej
samego kąpieliska. Nazwa nie wzięła się znikąd – w latach 20. i 30. XX wieku takie ustronne,
zarośnięte wierzbami miejsca na rzece były ulubionymi punktami schadzek zakochanych par,
które szukały prywatności z dala od gwarnych miejskich promenad. Pływano tam drewnianymi
łódkami, by ukryć się przed wzrokiem spacerowiczów.
foto: Canva
15
P R Z Y R O DA I P O D R ÓŻ E
Na kąpielisku postawiono drewniane kabiny, które były czymś więcej niż zwykłymi, ciasnymi
przebieralniami. Te całkiem przestronne konstrukcje zaprojektowane tak, by pomieścić nawet sześć osób.
Zamożniejsze rodziny z Zagrzebia i Karlovaca często wynajmowały je z góry na cały letni sezon, traktując jak
swoje prywatne nadrzeczne bazy.
Dno rzeki na wysokości kąpieliska było regularnie oczyszczane z wodorostów i trawy, które mogłyby
przeszkadzać pływającym. Na przeciwległym brzegu zasadzono wierzby i lilie wodne, żeby letnicy mieli
poczucie pełnego luksusu. Elementem, który absolutnie wyprzedzał swoje czasy była stacja pogodowa dla
kąpieliska. W witrynie księgarni należącej do rodziny, wisiała specjalna tablica informacyjna. Dwa razy
dziennie (rano i po południu) aktualizowano na niej parametry - temperaturę powietrza, wody oraz... w
słońcu! Z artykułu prasowego z czerwca 1931 roku dowiadujemy się o iście tropikalnych upałach: „Powietrze
32°C, woda 25°C, a w słońcu 45°C”.
Dziś Foginovo kupalište to nie tylko sentymentalna pocztówka z okresu międzywojennego, ale ewenement
na skalę kraju. Jako pierwsze i do dziś jedyne wśród rzecznych kąpielisk w Chorwacji, może pochwalić się
Błękitną Flagą – międzynarodowym certyfikatem czystości wody i najwyższych standardów. Słynna
skocznia nadal stoi na swoim miejscu, choć w nowocześniejszym i bezpieczniejszym wydaniu. Skok z niej to
niepisany rytuał przejścia w dorosłość dla każdego nastolatka. Latem mieszkańcy wciąż grają tu w piłkę
wodną, rozgrywają mecze siatkówki, a po zmroku rozkładają koce przed ekranem plenerowego kina.
foto: Canva
H I S T O R I A I K U LT U R A
16
Nim Karlovac stał się miastem generałów,
murów
obronnych
i
skomplikowanej
renesansowej inżynierii, miał zapach mokradła i
bardzo specyficzną ścieżkę dźwiękową. Bo choć
to
miasto
ma
duszę
wojownika,
to
jego
nieoficjalny symbol wcale nie nosi lśniącej
zbroi. Jest mały, zielony, lubi wilgoć i potrafi
głośno rechotać. Oto historia „Žabarów” – ludzi,
którzy z dawnej obelgi uczynili swój największy
powód do dumy.
Z I E L O N A D U M A K A R L O V C A
Cofnijmy się do 1579 roku. Zanim ktokolwiek
pomyślał tu o geometrycznych ulicach, widły Kupy
i Korany były po prostu jednym wielkim bagnem.
Kiedy osadnicy zaczęli kopać pierwsze rowy pod
nową twierdzę, okazało się, że plac budowy jest już
zajęty. Prawdziwymi, rdzennymi gospodarzami
tego terenu były dziesiątki tysięcy żab. Świeża
woda w wykopanych fosach tylko zachęciła je do
działania, a ich potężny, wiosenny rechot zagłuszał
dosłownie wszystko.
Jednak najbardziej fascynującym rozdziałem tej
"zielonej" historii jest wielki literacki skandal, który
na
przełomie
wieków
wstrząsnął
posadami
miasta. Głównym bohaterem tego dramatu był
wybitny chorwacki pisarz epoki realizmu, Ante
Kovačić. Przez kilka lat mieszkał w Karlovcu, z racji
wykonywanego zawodu obracając się w kręgach
ówczesnej
śmietanki
towarzyskiej.
Problem
polegał na tym, że szczerze tej śmietanki nie
znosił. Mierziło go małomiasteczkowe pieniactwo,
plotki,
hipokryzja
elit
i
fałszywy
patriotyzm
lokalnych notabli. Swoją frustrację postanowił
wyrazić w najlepiej znany sobie sposób – pisząc
satyrę.
W
1886
roku
zaczął
w
odcinkach
publikować powieść zatytułowaną “Među žabari”
("Wśród żabiarzy").
Bezlitośnie obnażył w niej wady lokalnego
społeczeństwa, wprost nazywając dumne miasto
"żabią kałużą". Kiedy pierwsze odcinki powieści
trafiały do rąk czytelników, w Karlovcu wybuchła
prawdziwa burza. Miejscowi urzędnicy, kupcy i
politycy z przerażeniem odnajdywali na kartach
książki własne, wykrzywione satyrą postaci.
Oburzenie było tak ogromne, że wywierano
naciski na cenzurę i wydawców. Finał tej historii
był dramatyczny – zaszczuty Kovačić spakował
walizki i w atmosferze skandalu opuścił miasto, a
publikację jego dzieła wstrzymano na wiele
dekad.
Na szczęście czas leczy rany, a mieszkańcy
Karlovca potrafią patrzeć na świat przez różowe
okulary. Z dawnej obelgi i literackiego skandalu
uczynili
swój
kolejny
atut.
Żaba
to
dziś
nieoficjalna maskotka miasta. Uśmiecha się z
witryn
sklepowych,
jest
stałym
motywem
lokalnych pamiątek, a nawet ma swój pomnik w
sercu dawnej twierdzy. To kolejny dowód na to,
że mieszkańcy Karlovca mają nie tylko ogromny
dystans do samych siebie, ale i niezwykły talent
do przekuwania najtrudniejszych sytuacji w
sukces.
OBFITOŚĆ ŻAB WOKÓŁ RODZĄCEGO SIĘ MIASTA MIAŁA SWOJE KULINARNE ZALETY.
WZORUJĄC
SIĘ
NA
NAJLEPSZYCH
FRANCUSKICH
TRADYCJACH,
MIESZKAŃCY
ZACZĘLI
SERWOWAĆ POHANE ŽABLJE KRAKE – DELIKATNE, PANIEROWANE I SMAŻONE NA ZŁOTO ŻABIE
UDKA. PRZEZ CAŁE DEKADY BYŁ TO KULINARNY HIT REGIONU. I CHOĆ DZIŚ NA KARLOVACKICH
STOŁACH KRÓLUJE CHRUPIĄCY SANDACZ, TO WSPOMNIENIE ŻABICH UDEK WŚRÓD STARSZYCH
MIESZKAŃCÓW WCIĄŻ WYWOŁUJE PEŁEN NOSTALGII UŚMIECH.
foto: Canva
17
Ś C I E Ż K I Z P O L S K I
Czy wyruszając na wakacje, zastanawiasz się, komu zawdzięczasz wygodę walizki na kółkach? Założę
się, że nie! Tymczasem to udogodnienie wymyślił nasz rodak. Był uczniem słynnego Józefa Mehoffera,
malował wybitne akwarele, w wolnych chwilach trenował boks, a w przydomowym warsztacie
konstruował wynalazki, którymi o dwie dekady wyprzedzał zachodni świat. Poznaj Alfreda Krupę -
Polaka, który mieszkał i tworzył w Karlovcu.
Urodził się w lipcu 1915 roku w śląskim Mikołowie.
Jego wczesne lata naznaczone były tragedią - stracił
obydwoje rodziców, a opiekę nad nim i rodzeństwem
przejęła babcia. Od najmłodszych lat wykazywał
nieprzeciętny
talent
plastyczny.
Już
będąc
gimnazjum, zarabiał na swoje utrzymanie, rysując
portrety, a czasem ciężko pracując fizycznie. W 1932
roku rozpoczął studia na krakowskiej Akademii Sztuk
Pięknych. To tam, pod surowym okiem Józefa
Mehoffera,
szlifował
swój
warsztat
i
uczył
się
wrażliwości na światło. Co ciekawe, ten subtelny
uczeń krakowskich mistrzów miał też zupełnie inne
oblicze – w wolnych chwilach oddawał się sportom
walki, zdobywając tytuł amatorskiego mistrza Polski
w boksie w wadze piórkowej.
NIEZWYKŁE ŻYCIE ALFREDA KRUPY
foto: domena publiczna
Wybuch II wojny światowej przekreślił obiecującą
karierę młodego artysty. Kampania wrześniowa 1939
roku odcisnęła na nim głębokie piętno – w walkach
na najtrudniejszych odcinkach frontu jego jednostka
została zdziesiątkowana.
Późniejsze
lata
przyniosły
kolejne
osobiste
tragedie: deportację na roboty do Niemiec,
przymusowe wcielenie do armii niemieckiej oraz
śmierć siostry Hildegardy, która w wieku 25 lat
zginęła
w
Auschwitz.
Wojenna
zawierucha
ostatecznie rzuciła go na Bałkany. W 1943 roku
Krupa podjął decyzję o dezercji i przyłączeniu się
do jugosłowiańskiego ruchu oporu, gdzie objął
dowództwo nad jednostką artylerii (Šesta lička
divizija NOVJ-a). Nie porzucił sztuki nawet w
leśnych ostępach – szkicował żołnierzy na
skrawkach papieru, a jako naczynia na wodę do
akwareli używał łuski po włoskiej bombie. Swoje
prace zaprezentował podczas wystawy malarzy
partyzanckich w 1944 roku w Topusku.
foto: domena publiczna
Krupa znalazł się w garstce kilkudziesięciu
ocalałych,
ale
tygodniową
tułaczkę
po
pobojowiskach
przypłacił
załamaniem
nerwowym i częściową amnezją.
18
Ś C I E Ż K I Z P O L S K I
Po zakończeniu wojny Alfred Krupa nostryfikował swój krakowski dyplom na Uniwersytecie w Zagrzebiu i
na stałe osiadł w Karlovcu. Szybko wsiąkł w tkankę miasta. Został szanowanym nauczycielem rysunku (uczył
w Gimnazjum i Szkole Podstawowej w Karlovcu). Po wykładach, godzinami przesiadywał na brzegach Kupy i
Korany, przenosząc na papier ich nurt i zarysy nadrzecznych wierzb. Nie zaprzestał też boksu, przez dziesięć
lat po wojnie, pracował jako trener i wychował trzy pokolenia chorwackich mistrzów boksu.
Jednak spokojne życie belfra nie było mu przeznaczone. Zmysł analityczny połączony z duszą artysty
sprawiły, że zaczął eksperymentować na polu wynalazczości. Widząc niedoskonałości sprzętu sportowego,
zaprojektował innowacyjne, pompowane sprężonym powietrzem rękawice bokserskie. Latem 1950 roku w
Vrbniku na wyspie Krk dokonał rzeczy bezprecedensowej. Z fragmentów opony i szkła skonstruował
prowizoryczną maskę do nurkowania, po czym – przywiązawszy do siebie i sztalugi odpowiednie obciążenie
– namalował klasyczny obraz olejny pod powierzchnią Adriatyku, stając się prawdopodobnie pierwszym
człowiekiem na świecie, który malował pod wodą. W 1951 roku zszokował mieszkańców miasta, wchodząc
na nurt Korany i po prostu... spacerując po wodzie. Użył do tego własnoręcznie skonstruowanych nart
wodnych, inspirowanych zapomnianymi szkicami Leonarda da Vinci. Niedługo potem skonstruował łódź ze
szklanym dnem oraz składany katamaran.
Najbardziej przełomowa idea zrodziła się jednak z
prozaicznej
potrzeby.
Zmęczony
dźwiganiem
ciężkich walizek i malarskich sztalug, w 1954 roku
Krupa skonstruował walizkę wyposażoną w kółka. Z
tym innowacyjnym bagażem przechadzał się po
karlovackim dworcu na kilkanaście lat przed tym,
zanim amerykański przedsiębiorca Bernard Sadow
złożył wniosek patentowy na podobne rozwiązanie
(1970 r.).
foto: archiwum własne
KARLOVAC – POWOJENNA PRZYSTAŃ
ZDERZENIE Z BIUROKRACJĄ
Dlaczego zatem to nie nazwisko Krupy widnieje w
podręcznikach do historii wynalazków? Polski
wizjoner
zderzył
się
z
bezdusznym
murem
biurokracji. Choć kontaktował się z urzędami w
Belgradzie, a nawet z brytyjską ambasadą, jego
projekty – od walizki na kółkach po składany
katamaran
–
zostały
zignorowane
przez
administrację państwową. Zniechęcony systemową
obojętnością,
ostatecznie
zaniechał
prób
opatentowania swoich wynalazków.
Alfred Józef Krupa zmarł w 1989 roku w Karlovcu i
spoczął na tamtejszym cmentarzu. Choć świat
zapomniał o jego inżynieryjnym geniuszu, historia
sztuki
zapamiętała
go
jako
jednego
najwybitniejszych akwarelistów swoich czasów i
współtwórcę
prestiżowego
Biennale
Akwareli
Jugosławii. Kiedy więc następnym razem usłyszysz
charakterystyczny
dźwięk
kółek
walizki
na
dworcowym peronie, wróć myślami do śląskiego
artysty, który swoją wyobraźnią wyprzedził epokę.
A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A
19
Zbudowano je w 1920 roku, a zamknięto u progu nowego milenium. Dziś ponad stuletnie Kino Edison
wraca na mapę miasta. Jest najlepszym dowodem na to, że historyczne budynki mogą przetrwać erę
multipleksów. Wymaga to jednak radykalnej zmiany myślenia o ich funkcji.
EDISON 2.0.
Niestety po dekadach świetności nastąpił bolesny upadek. Koniec XX wieku brutalnie zweryfikował rację
bytu jednosalowych kin o studyjnym charakterze. Transformacja ustrojowa, procesy prywatyzacyjne oraz
rosnąca dominacja nowoczesnych multipleksów sprawiły, że Edison zaczął świecić pustkami. W 1999 roku,
tuż przed nowym milenium, kino ostatecznie zamknęło swoje podwoje. Przez kolejne dwadzieścia cztery
lata obiekt pozostawał niezagospodarowany. Niszczejąca w sercu miasta bryła stała się nie tylko problemem
urbanistycznym, ale i wizerunkowym, odzwierciedlając trudności lokalnych samorządów w zarządzaniu
kulturowym i poprzemysłowym dziedzictwem.
DRUGIE ŻYCIE KINA
Kino Edison (nazwane tak na cześć Thomasa Edisona), usytuowane w sąsiedztwie renesansowej twierdzy
Zvijezda (Gwiazda), od samego początku było projektem wyjątkowym na skalę kraju. Nie była to kolejna
adaptacja istniejącej już przestrzeni magazynowej czy teatralnej. Oddany do użytku w 1920 roku obiekt
zaprojektowano z jednym, konkretnym przeznaczeniem – miał służyć kinematografii. Było to zaledwie
drugie w całej Chorwacji kino wzniesione stricte w tym celu. Zachwycający elementami secesji i art deco
budynek, przez dziesięciolecia stanowił niekwestionowane centrum kulturalne i towarzyskie Karlovca. To
tutaj kolejne pokolenia mieszkańców uciekały od szarej rzeczywistości, chłonęły hollywoodzki blichtr i
umawiały się na pierwsze randki.
foto: Karlovacki info
A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A
20
Rewitalizacja Kina Edison to świetny przykład tego, jak skutecznie zarządzać tkanką miejską oraz dowód, że
prawdziwe ratowanie miejskiego dziedzictwa nie polega na zamykaniu go w szklanej gablotce i
redukowaniu do roli muzeum. Polega na oddaniu go kolejnym pokoleniom – z szacunkiem dla historii, ale w
języku, który młodzi rozumieją najlepiej.
W latach 20. XXI wieku nastąpił długo wyczekiwany zwrot akcji! Miastu udało się wykupić zrujnowany
budynek i pozyskać środki unijne na jego kompleksową rewitalizację. Z pietyzmem oraz zgodnie z
rygorystycznymi wytycznymi konserwatorskimi odtworzono historyczną fasadę i wnętrza, zachowując
dawny urok, ale technologicznie obiekt przeniesiono w XXI wiek. Gdy we wrześniu 2023 roku Kino Edison
ponownie otworzyło podwoje, stało się pierwszym w Chorwacji kinem VR (Virtual Reality)! Oprócz
tradycyjnych seansów, odwiedzający mogą założyć gogle i wyruszyć w wirtualną podróż w czasie –
przelecieć balonem nad dawnym Karlovcem albo wyruszyć z flisakami na spływ rzeką Kupą.
foto: Visit Karlovac
foto: Visit Karlovac
foto: Visit Karlovac