Magazyn BURA_4

TEMAT NUMERU

BURA‌

KWIECIEŃ / 2026

BURAMAGAZYN.PL

MAGAZYN‌

K A R L O V A C

K A R L O V A C

K A R L O V A C

POWIEW CHORWACJI

foto: Canva

MIASTO‌ ‌

UTKANE Z MGŁY

MIASTO SPOTKAŃ

MIASTO SPOTKAŃ

MIASTO SPOTKAŃ

NIEZWYKŁE ŻYCIE‌

‌ALFREDA KRUPY

EDISON 2.0

DRUGIE ŻYCIE KINA

NUMER ISSN

WYDAWCA

REDAKTOR NACZELNA

KONTAKT E-MAIL:

ADRES SIEDZIBY WYDAWCY

ADRES REDAKCJI‌

ISSN-3102-4017

PREKORUPE obrt za usluge‌ ‌

i putnička agencija

MONIKA MIKOLAJSKA

redakcja@buramagazyn.pl

ul. Braće Monjac 20,‌ ‌

51000 Rijeka, Chorwacja

STRONA INTERNETOWA

ul. Braće Monjac 20,‌ ‌

51000 Rijeka, Chorwacja

https://buramagazyn.pl

REDAKCJA I KOREKTA

PROJEKT GRAFICZNY I

SKŁAD:

DYSTRYBUCJA ONLINE

DODATKOWE

LICENCJONOWANE

MATERIAŁY

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. ŻADNA CZĘŚĆ NINIEJSZEGO MAGAZYNU CYFROWEGO NIE

MOŻE BYĆ KOPIOWANA, POWIELANA ANI ROZPOWSZECHNIANA ZA POMOCĄ URZĄDZEŃ

ELEKTRONICZNYCH, MECHANICZNYCH, KOPIUJĄCYCH, NAGRYWAJĄCYCH I INNYCH, BEZ

PISEMNEJ ZGODY WYDAWCY, Z WYJĄTKIEM KRÓTKICH CYTATÓW W RECENZJACH. WYDAWCA

NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA TREŚĆ REKLAM I MATERIAŁÓW PROMOCYJNYCH.

Monika Mikolajska

Monika Mikolajska

Canva Stock, Pexels‌ ‌

(na podstawie licencji)

publuu.com

PRAWA AUTORSKIE‌

I ZASTRZEŻENIA

Copyright© 2026,

PREKORUPE obrt za

usluge i putnička

agencija

FOTOGRAFIE

archiwum własne, Sabina Fučić

2

OKŁADKA:‌ ‌Karlovac, most pontonowy / Lis K. z zasobów Canva

OD REDAKCJI

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku!

Kwietniowy

numer

ukazuje

się

z

małym

opóźnieniem, ale nie ma co owijać w bawełnę - w

marcu przegrywałam walkę z prokrastynacją. Jednak

już jestem, z pachnącym świeżością wydaniem i

przyznaję - mam nadzieję, że choć troszkę tęskniliście

🙂‌

Kiedy nadchodzą pierwsze, prawdziwie ciepłe dni,

większość z nas automatycznie kieruje myśli na

południe, w stronę Adriatyku. Ale w tym numerze

Magazynu BURA postanowiłam zatrzymać Was w

połowie drogi i porwać ‌do‌ ‌miasta leżącego na styku

czterech rzek‌. Do miejsca, w którym jesienną ‌mgłę‌

zamyka się w słoikach‌, a w bagnistych szuwarach

buduje się tętniącą życiem plażę. Witajcie w Karlovcu

i jego niezwykłych okolicach!‌

W nowym cyklu “Ścieżki z Polski” poznacie ‌Alfreda

Krupę‌ – geniusza z Mikołowa, którego wynalazek

zabieramy ze sobą w każdą podróż. Na kolejnych

stronach spotkacie ‌Mariję Jambrišak‌ - nauczycielkę,

która

jako

pierwsza

w

historii

zszokowała

dziewiętnastowieczne

elity,

głośno

bezkompromisowo żądając dla kobiet równej płacy.

Staniemy u stóp twierdzy ‌Dubovac‌ i zajrzymy do ‌kina

XXI wieku‌.‌

Opowiem Wam o kaprysie karlovackiego drukarza,

który podarował miastu ‌rzeczną riwierę‌, i o sile

wyobraźni, która zamienia lokalne wady w największe

atuty. Mamy nadzieję, że po lekturze Wasz następny

przystanek w Karlovcu potrwa znacznie dłużej niż

tylko na wypicie szybkiej kawy.

Dobrej lektury!

REDAKTOR NACZELNA

Moni łajs

3

foto: archiwum własne

Magazyn BURA powstaje z miłości do Chorwacji i jest w pełni darmowy. Jeśli chcesz wesprzeć moją

pracę i dodać mi energii do dalszych poszukiwań tematów, możesz wirtualnie postawić mi kawę

MIASTO UTKANE‌ ‌

Z MGŁY

KARLOVAC

RIVIERA W SERCU‌

KONTYNENTU

05

DUBOVAC

11

ZIELONA DUMA‌

KARLOVCA

16

07

14

17 NIEZWYKŁE ŻYCIE‌

ALFREDA KRUPY

W TYM NUMERZE

19

EDISON 2.0

Drugie życie kina

21

BUNTOWNICZKA‌ ‌

Z KARLOVCA

Kalendarium‌ ‌

W następnym numerze

23 PIĄTA RZEKA

25

NA HORYZONCIE

4

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

T E M A T N U M E R U

I N I C J A T Y W Y I W Y D A R Z E N I A

P R Z Y R O D A I P O D R Ó Ż E

H I S T O R I A I K U LT U R A

Ś C I E Ż K I Z P O L S K I

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

K O B I E T Y C H O R W A C J I

C H O R W A C J A N A T A L E R Z U

Twierdza, która przetrwała

Marija Jambrišak

Browar Karlovac

foto: Canva

Miasto spotkań

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

5

Zanim w dolinie czterech rzek na dobre rozgościł się Karlovac, regionu strzegła znacznie starsza

twierdza Dubovac. Ale to wznoszące się tuż nad zakolem rzeki Kupy wzgórze tętniło życiem na długo

przed tym, zanim zagościły tu arystokratyczne intrygi.‌

DUBOVAC

Badania archeologiczne dowodzą, że pierwsi osadnicy pojawili się już w epoce brązu i żelaza. Sam zamek

zawdzięcza zaś nazwę chorwackiemu słowu dub, czyli dąb, na pamiątkę dębowych lasów, gęsto

porastających tutejsze zbocza. Pierwsza oficjalna pisemna wzmianka o Dubovcu pochodzi z roku 1339, kiedy

ta rozrastająca się u podnóża osada doczekała się swojego pierwszego proboszcza.

Wiosną 1578 roku, kiedy tętniąca życiem osada u stóp zamku Dubovac przygotowywała się do Wielkiego

Piątku, na horyzoncie pojawiła się armia osmańska. Atak był błyskawiczny i niszczycielski. Turcy uderzyli na

nieufortyfikowaną, rzemieślniczą część osady (zwaną dubovačka varoš). Drewniane zabudowania

natychmiast stanęły w płomieniach, a mieszkańcy w panice szukali schronienia za kamiennymi murami

twierdzy.

TWIERDZA, KTÓRA PRZETRWAŁA

Początkowo twierdza była drewnianą konstrukcją obronną. Od roku 1442 dzierżawi ją książę Stjepan

Frankopan, a wkrótce potem Dubovac staje się własnością rodu i pozostaje w spisie jego dóbr aż do połowy

XVI wieku. To pod rządami Frankopanów twierdza przechodzi prawdziwą architektoniczną rewolucję i z

drewnianej budowli obronnej zmienia się w kamienny zamek. Zyskuje też swój charakterystyczny,

nieregularny kształt – renesansowy kasztel z gotyckimi elementami. Jego wizytówką stają się trzy okrągłe

baszty i górujący nad całością, wyższy o dwa piętra kwadratowy donżon (branič-kula). To w nim znajdowały

się komnaty mieszkalne, a dziś mieści się muzealna ekspozycja.

KRWAWY PIĄTEK

foto: Visit Karlovac

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

6

Kiedy dym bitewny opadł, do akcji wkroczył Ivan Ferenberg. Mianowany kilka miesięcy wcześniej dowódcą

Pogranicza Wojskowego (Vojne krajine) siedemdziesięciosiedmioletni generał wyruszył w pościg za

wycofującą się armią. Kilka tygodni później, w maju 1578 roku, wytropił i uderzył na siły osmańskie, które po

przegrupowaniu planowały powrót pod mury Dubovca. Bitwa przerodziła się w pogrom. Generał dosłownie

rozbił w pył wrogie oddziały, a na dowód absolutnego triumfu kazał ściąć pokonanym głowy. Z pola bitwy

zwieziono 900 osmańskich czaszek, które stały się najbardziej upiornym trofeum w jego karierze.

Po utracie strategicznego znaczenia na rzecz

Karlovca,

Dubovac

kilkukrotnie

zmieniał

właścicieli i funkcje (był nawet prochownią). W

1837 roku posiadłość kupił irlandzki hrabia Laval

Nugent, nadając twierdzy nieco romantycznego

stylu. Prawdziwy cud wydarzył się jednak w roku

1896. Gdy zamek po raz kolejny zaczął podupadać,

gmina

Karlovac

podjęła

bezprecedensową,

pionierską decyzję – za publiczne pieniądze

odkupiła zabytek z prywatnych rąk (właścicielem

był wtedy Rudolf Leon), by ocalić go i udostępnić

mieszkańcom! Dzięki tej wizjonerskiej decyzji

sprzed ponad stu lat Dubovac nie podzielił

smutnego losu pobliskiego zamku Bosiljevo. Dziś

jest jednym z najlepiej zachowanych zabytków

feudalnych w całej Chorwacji, a widok z jego

donżonu

na

rzekę

i

miasto

to

absolutnie

obowiązkowy punkt każdej wycieczki.

Z

tym

burzliwym

okresem

wiąże

się

też

największa

legenda

Dubovca.

W

sercu

zamkowego dziedzińca do dziś stoi stara studnia.

Okoliczni mieszkańcy od pokoleń przekazują

sobie opowieść, że na jej dnie znajduje się wejście

do tajnego tunelu ewakuacyjnego, który, biegnąc

głęboko pod ziemią, przecina koryto rzeki Kupy i

prowadzi do samego centrum Karlovca. Choć nie

odnaleziono żadnych archeologicznych dowodów

na jego istnienie, legendę tunelu opowie Ci z

błyskiem w oku, każdy lokalny przewodnik.

Sytuacja obrońców była ciężka. Najeźdźcom udało się przełamać zewnętrzne umocnienia i wedrzeć na

zamkowy dziedziniec. Obrońcy wycofali się do potężnego donżonu. Desperacko odpierali atak, świadomi, że

nie mają już dokąd uciec. Zamek spłynął krwią, podgrodzie zamieniło się w dymiące zgliszcza, ale wieża

wytrzymała. Turkom nie udało się jej zdobyć, wycofali się więc, unosząc ze sobą bogate łupy.

foto: archiwum własne

Tragedia z Wielkiego Piątku ostatecznie udowodniła

wiedeńskiemu dworowi, że stary zamek na wzgórzu nie

wystarczy do powstrzymania kolejnych inwazji. Zapadła

decyzja, która zmieniła mapę tej części Europy. Rok

później, 13 lipca 1579 roku, na nizinie w widłach rzek

rozpoczęto budowę nowej, nowocześniejszej twierdzy w

kształcie sześcioramiennej gwiazdy. Tak powstał Karlovac,

a

generał

Ferenberg

został

jego

pierwszym

komendantem.

7

T E M AT N U M E R U

foto: Canva

8

Mówią, że jeśli spojrzysz na to miasto z lotu ptaka, ujrzysz rzucony w rozlewisko renesansowy amulet.

Karlovac, leżący na skrzyżowaniu czterech rzek, dla wielu turystów zmierzających nad Adriatyk jest

zaledwie mignięciem za szybą samochodu. A jednak to właśnie tu bije jedno z najtwardszych serc na

Bałkanach. To miasto, które zrodziło się z lęku przed końcem świata, wyrosło na potęgę dzięki

sprytowi rzecznych flisaków, a po drodze... ukształtowało umysł genialnego Nikoli Tesli. Zanurzmy się

w historię „miasta-gwiazdy”, w którym woda, krew i piwo od wieków płyną tym samym korytem.

T E M AT N U M E R U

KARLOVAC

MIASTO SPOTKAŃ

W drugiej połowie XVI wieku Imperium Osmańskie coraz mocniej napierało na Europę. Padały kolejne

twierdze, a tureckie oddziały zagrażały nawet sercu habsburskiej monarchii. Sytuacja stawała się krytyczna.

Wtedy właśnie arcyksiążę Karol II Habsburg podjął decyzję o budowie nowej, nowoczesnej i potężnej

twierdzy, która miała ostatecznie zatrzymać wroga. Na jej lokalizację wybrano strategiczne, bagniste tereny

w widłach rzek Kupy i Korany. Budowa ruszyła dokładnie 13 lipca 1579 roku (ta data to do dziś oficjalne

urodziny miasta), a na cześć arcyksięcia twierdzy nadano imię Karlstadt. Została zaprojektowana zgodnie z

najnowocześniejszymi renesansowymi koncepcjami inżynieryjnymi jako tak zwane „miasto idealne”.

Otrzymała unikalny kształt sześcioramiennej gwiazdy, otoczonej potężnymi wałami. I miała stanowić

barierę nie do przejścia.

Początki dzisiejszej dzielnicy Gwiazda (Zvijezda)

spowija mroczna, ale i fascynująca legenda.

Turcy atakowali twierdzę aż siedem razy, lecz

nigdy nie zdołali sforsować jej wałów. Dlaczego?

Znany kronikarz Radoslav Lopašić zanotował

przyprawiające o gęsią skórkę podanie. Podobno

pod

kamienie

węgielne

nowej

osady

wmurowano dokładnie 900 osmańskich czaszek

– krwawe trofea zdobyte w bitwie przez

twardego generała Ivana Ferenberga (więcej o

nim w artykule Dubovac - twierdza, która

przetrwała). Ten makabryczny fundament miał

jakoby rzucić klątwę na każdego najeźdźcę i

uczynić nową osadę niezwyciężoną. Patrząc na

to, że Karlovac nigdy nie został zdobyty – system

zadziałał bezbłędnie.

MAKABRYCZNY FUNDAMENT

GENERAŁOWIE USTĘPUJĄ

KUPCOM

Przez

pierwsze

dziesięciolecia

Karlovac

był

surowym

obozem

wojskowym.

Rządy

sprawowali generałowie, a cywile nie mieli zbyt

wiele do powiedzenia. Kiedy jednak widmo

tureckich szabel odeszło w cień, miasto zrzuciło

militarny gorset. Punktem zwrotnym był rok

1781, gdy od cesarzowej Marii Teresy Karlovac

otrzymał status Wolnego Miasta Królewskiego.

Od tej chwili gwar targowisk zastąpił wojskową

dyscyplinę.

foto: Canva

9

T E M AT N U M E R U

Dzięki swojemu położeniu Karlovac błyskawicznie

zmienił się w tętniący życiem węzeł handlowy, łączący

żyzną Nizinę Panońską z wybrzeżem Adriatyku. Rosła

potrzeba budowy nowych dróg i tak powstały słynne

trakty: Karolina, Jozefina i Lujzijana. Po tutejszych

rzekach

kursowały

setki

drewnianych

statków

transportowych (tzw. žitne lađe), a rosnące kupieckie

bogactwo

miało

swoje

odzwierciedlenie

wyrastających dookoła wystawnych kamienicach. W

objęciach

murów

zaczynało

brakować

miejsca,

miasto powoli zaczęło więc wychodzić poza nie i żyć

nowymi opowieściami. Jest wśród nich historia

karlovackiej Chińskiej Dzielnicy (Kineska četvrt). Czy

mieszkali tam imigranci z dalekiej Azji? Absolutnie

nie! Nazwa przylgnęła do niej, gdy osiedle zaczęło

gwałtownie się rozwijać i zjechało tam mnóstwo

wielodzietnych, robotniczych rodzin. Biegające po

wąskich uliczkach gromady dzieci, ich okrzyki i

nawoływania tworzyły harmider, jakby „było tu jak u

Chińczyków”. I tak już zostało. W Karlovcu znajdziesz

też dzielnicę o nazwie Gaza, która w czasie wojny

ojczyźnianej była domem dla uchodźców.

Złota era flisaków załamała się wraz z nadejściem

kolei, ale w połowie XIX wieku Karlovac znalazł na

siebie nowy pomysł – tym razem inwestując w

przemysł. To wtedy powstał słynny tutejszy browar

oraz wielkie fabryki tekstylne i skórzane. Dawne,

ziemne wały obronne ostatecznie straciły rację

bytu, zaczęto je więc zasypywać, sadząc w ich

miejsce szpalery drzew. Tak narodziło się "miasto

parków". W latach 1870–1873 spacerował tymi

uliczkami niezwykły młody człowiek, który miał w

przyszłości zrewolucjonizować świat. Bo właśnie w

tutejszym gimnazjum uczył się Nikola Tesla!

Zafascynowany

pokazami

fizycznymi

swojego

profesora, Martina Sekulicia, zaraził się pasją do

elektryczności. Co więcej, to właśnie w Karlovcu

młody wynalazca zdobył jedyny formalny dyplom

w swoim życiu, i to tutejsza architektura miała

zapoczątkować

jego

późniejszą

obsesję

na

punkcie liczby "3".

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

10

T E M AT N U M E R U

Koniec XX wieku brutalnie przypomniał miastu o jego wojennym przeznaczeniu. Podczas tragicznej wojny

ojczyźnianej w latach 90. Karlovac znów musiał stać się tarczą dla reszty kraju. Miasto znalazło się na linii

frontu i przez cztery lata było bezlitośnie ostrzeliwane. Szczególnym symbolem zniszczenia stała się

południowa dzielnica Turanj, która obróciła się w morze gruzów. Te wstrząsające, poszarpane pociskami

mury i spalone dachy zobaczył wkrótce cały świat. Gdy w 1995 roku Michael Jackson wypuścił do telewizji

jeden ze swoich najbardziej poruszających teledysków do utworu „Earth Song”, kadry ukazujące wojenny

koszmar, uciekających cywilów i potworną destrukcję nakręcono właśnie na zgliszczach karlovackiej

dzielnicy Turanj.

BLIZNY LAT 90.

NOWE ŻYCIE W WIDŁACH RZEK

Dziś jednak Karlovac nie patrzy w przeszłość z lękiem. Wojenne blizny ukrywa w nowoczesnym stylu

współczesnej, rozwijającej się metropolii. Dawna Zvijezda przechodzi właśnie największą rewitalizację w

swoich dziejach, a miasto rewelacyjnie łączy miejską energię z dziką naturą rzek. Absolutnym hitem jest

„Aquatika” – jedyne w Chorwacji i spektakularne pod kątem architektury słodkowodne akwarium.

Wkomponowano je w nadbrzeżne wały Korany tak, że z lotu ptaka stanowi przedłużenie zielonego

trawnika, pod którym można podziwiać tajemniczy, rzeczny świat. Na rzekę Kupa powróciła dawna tradycja

– możesz wybrać się na spływ pieczołowicie odtworzoną łodzią typu žitna lađa („Zora”) by niespiesznie

dryfować w stronę słońca.

Stuletnie Kino Edison zmartwychwstało jako pierwsze w Chorwacji kino VR, a obok dawnego gimnazjum

otwarto innowacyjne Nikola Tesla Experience Center. Parki znów pachną lipami, a w barach leje się litrami

złociste Karlovačko. Bo Karlovac po raz kolejny udowadnia, że wyrysowane na mokradłach miasto potrafi

zmienić swoje przeznaczenie i z wojskowej tarczy przeobrazić się w fascynującą, zieloną oazę. I przetrwać

wszystko.

foto: Canva

INICJATYWY I WYDARZENIA

11

Powszechnie wiadomym jest, że nikt przy zdrowych

zmysłach nie zapłaciłby za złą pogodę. A co, jeśli Twoje

miasto przez niemal kwartał tonie w gęstej mgle? Możesz

załamać ręce i czekać na wiosnę. Albo, jak zrobili to w

Karlovcu, spakować szarugę w słoiki i zacząć ją sprzedawać!

MIASTO UTKANE Z MGŁY

foto: Canva

INICJATYWY I WYDARZENIA

12

Gdy cztery rzeki spotykają się w jednej dolinie, fizyki nie da się oszukać. Wilgoć wisi w powietrzu, a Karlovac

regularnie spowija gęsta, mleczna zawiesina. Statystyki są bezlitosne – tutejsze ulice toną we mgle średnio

przez 79 dni w roku. Absolutny rekord padł w listopadzie 1995 roku, kiedy to słońce nie przebiło się przez

chmury przez bite dwadzieścia pięć dni! Miasto wyglądało wtedy jak scenografia do filmu noir, gdzie za

każdym rogiem czai się tajemnica. Jednak słynący z pogody ducha i dystansu do siebie mieszkańcy

Karlovca, zamiast narzekać na jesienną pogodę, postanowili zrobić z niej swój atut. Z dumą ochrzcili się

„Miastem Mgły” (Grad magle), udowadniając, że wyobraźnia i dobry humor są znacznie cenniejsze niż

idealna pogoda.

foto: Janett Vučeta – Karas - zdobywczyni 2 miejsca w konkursie / za paviljon-katzler.hr

SPRZEDAWAĆ KOMUŚ MGŁĘ

W

języku

chorwackim

istnieje

idiom,

który

uwielbiam: „prodavati maglu”, czyli „sprzedawać

mgłę”. Oznacza dokładnie to samo, co nasze polskie

mydlenie oczu czy - mówiąc dosadnie - wciskanie

kitu. A jednak jedna z mieszkanek Karlovca

postanowiła dosłownie potraktować to powiedzenie.

Morana Rožman, dobra dusza Karlovca i animatorka

kultury prowadzi na co dzień kultowy Paviljon

Katzler. I to właśnie u niej, przed kilku laty pojawiła

się w ofercie jedna z najbardziej absurdalnych, a

równocześnie genialnych pamiątek z wakacji -

„Karlovačka magla”. To nic innego jak szczelnie

zamknięty, elegancki szklany słoik… z mgłą. Morana

z

pełną

powagą

i

zawadiackim

uśmiechem

tłumaczy zdumionym turystom, że to w stu

procentach naturalny, ekologiczny produkt.‌

foto: Visit Karlovac

INICJATYWY I WYDARZENIA

13

Sukces Morany uruchomił lawinę kreatywności. Skoro można sprzedać słoik mgły, to dlaczego nie

zorganizować wokół niej całej miejskiej imprezy? I tak Karlovac stworzył własny, unikalny Fog Festival

(Festiwal Mgły), który odbywa się co roku w listopadzie.

Opowiada o tym, jak bladym świtem biega z siatką na motyle i łapie najgęstszą mgłę w dawnych fosach

renesansowej Gwiazdy. Oferuje też mgłę w wersji premium - pachnącą liliami, wprost znad rzeki Korany.

Coś co miało być żartem, okazało się prawdziwym sukcesem! Ludzie pokochali kupowanie „niczego”, a o

słoikach z karlovacką mgłą mówiono nawet w brytyjskiej stacji BBC!

Impreza zyskuje coraz większą popularność,

ma też stałych bywalców, którzy przybywają do

miasta tylko po to, by wyruszyć na mistyczne,

nocne spacery z przewodnikami. Błąkają się

po zarośniętych szańcach, słuchają miejskich

legend

na

zabytkowym

cmentarzu

pod

zamkiem

Dubovac

i

oglądają

wystawy

poświęcone

„zamglonej

fotografii”

podwodnych korytarzach centrum Aquatika. A

słynne,

zabytkowe

Kino

Edison

na

czas

Festiwalu przygotowuje maratony mrocznych

dreszczowców. Festiwalowe szaleństwo nie

omija też sceny kulinarnej. W restauracyjnych

menu pojawiają się mgliste dania, jak choćby

popularna

pizza

„Karlovačka

magla”,

zaś

barmani

serwują

dymiące,

podawane

gęstych

oparach

suchego

lodu

„mgliste

koktajle”.

foto: Visit karlovac

Karlovac co roku od nowa udowadnia, że nie ma złej pogody. Jest tylko brak dobrej opowieści. Tam, gdzie

inni widzą powód do zamykania się w domach, to niezwykłe miasto tworzy zjawiskowy spektakl, na który

bilety wyprzedają się na pniu.

foto: Bocic_Ksenija_Novi centar_Magla s prozora / za paviljon-katzler.hr

Kanał Miłości

14

Luty 1929 roku zapisał się w historii Bałkanów jako „zima stulecia”. Temperatury spadały do -36

stopni, rzeki zamarzały, a potężne zaspy odcinały całe miasta. I właśnie wtedy, w środku mroźnego

piekła, Dragutin Fogina młodszy wymarzył sobie plażę. I zmienił to marzenie w rzeczywistość.

P R Z Y R O DA I P O D R ÓŻ E

RIWIERA W SERCU KONTYNENTU‌

Jeszcze przed nadejściem wiosny ten potomek znanej karlovackiej rodziny drukarzy wykupił działkę nad

brzegiem rzeki Korana. Wkrótce, przy pomocy żołnierzy z pobliskiego garnizonu, wykarczował zarośla i

oczyścił brzeg, a wiosną zaczął wkopywać w dno potężne, dębowe bale. W ciągu zaledwie kilku lat na

powstającym kąpielisku wybetonowano schody, nasypano drobny piasek i postawiono dziesiątki

drewnianych kabin. Zaś gwoździem programu stała się dziesięciometrowa, drewniana skocznia, która na

zawsze zmieniła panoramę miasta.

Lata 30. XX wieku to dla rodziny Fogina prawdziwa złota

era. Kąpielisko stało się niezwykle modne, zjeżdżała tu

śmietanka towarzyska z całego Zagrzebia. Powodem

była nie tylko rozrywka – w tamtych czasach woda z

Korany uchodziła za wybitnie leczniczą i bogatą w jod.

Ówczesna prasa zachwalała kąpiele w tej rzece jako

„wzmacniające siłę mężczyzn i krzepiące urodę kobiet”.

Początkowo wstęp na kąpielisko był płatny, a bilet

kosztował 1 dinara. Było to konieczne, ponieważ

Dragutin zaciągnął na budowę i planowane atrakcje

spory kredyt. Utrzymanie kąpieliska wymagało też

stałych nakładów. Szybko więc zaczęto nazywać je

„elitarnym kąpieliskiem”. Z czasem jednak Fogina

wpadł na niezwykły marketingowy pomysł i dokonał

korekty cennika. Jak podają źródła, zrezygnował z

pobierania opłaty za wejście. Zamiast tego wprowadził

specjalne

kupony

konsumpcyjne.

Od

tej

chwili

korzystanie z kąpieliska było bezpłatne, ale goście

musieli wykupić kupon na mleko, lody lub kanapkę w

plażowym bufecie!

Dragutin marzył, by na rzece tętniło życie. Dlatego kupił flotyllę drewnianych łódek wiosłowych (hr. čamci),

sprowadził specjalnie z Lublany profesjonalnego trenera, by uczył lokalne dzieciaki technik pływania oraz

prawidłowego i bezpiecznego wiosłowania. Oprócz kultowej skoczni pomyślano też o najmłodszych.

Wydzielono specjalną strefę z płytką wodą dla uczących się pływać. Drobny piasek do tej strefy i na samą

plażę dowożono specjalną, wielką płaskodenną łodzią transportową, z tak zwanego Kanału Miłości

(Ljubavni kanal).

Ljubavni kanal był cichym zakątkiem, dopływem rzeki Korany, znajdującym się nieco powyżej

samego kąpieliska. Nazwa nie wzięła się znikąd – w latach 20. i 30. XX wieku takie ustronne,

zarośnięte wierzbami miejsca na rzece były ulubionymi punktami schadzek zakochanych par,

które szukały prywatności z dala od gwarnych miejskich promenad. Pływano tam drewnianymi

łódkami, by ukryć się przed wzrokiem spacerowiczów.

foto: Canva

15

P R Z Y R O DA I P O D R ÓŻ E

Na kąpielisku postawiono drewniane kabiny, które były czymś więcej niż zwykłymi, ciasnymi

przebieralniami. Te całkiem przestronne konstrukcje zaprojektowane tak, by pomieścić nawet sześć osób.

Zamożniejsze rodziny z Zagrzebia i Karlovaca często wynajmowały je z góry na cały letni sezon, traktując jak

swoje prywatne nadrzeczne bazy.

Dno rzeki na wysokości kąpieliska było regularnie oczyszczane z wodorostów i trawy, które mogłyby

przeszkadzać pływającym. Na przeciwległym brzegu zasadzono wierzby i lilie wodne, żeby letnicy mieli

poczucie pełnego luksusu. Elementem, który absolutnie wyprzedzał swoje czasy była stacja pogodowa dla

kąpieliska. W witrynie księgarni należącej do rodziny, wisiała specjalna tablica informacyjna. Dwa razy

dziennie (rano i po południu) aktualizowano na niej parametry - temperaturę powietrza, wody oraz... w

słońcu! Z artykułu prasowego z czerwca 1931 roku dowiadujemy się o iście tropikalnych upałach: „Powietrze

32°C, woda 25°C, a w słońcu 45°C”.

Dziś Foginovo kupalište to nie tylko sentymentalna pocztówka z okresu międzywojennego, ale ewenement

na skalę kraju. Jako pierwsze i do dziś jedyne wśród rzecznych kąpielisk w Chorwacji, może pochwalić się

Błękitną Flagą – międzynarodowym certyfikatem czystości wody i najwyższych standardów. Słynna

skocznia nadal stoi na swoim miejscu, choć w nowocześniejszym i bezpieczniejszym wydaniu. Skok z niej to

niepisany rytuał przejścia w dorosłość dla każdego nastolatka. Latem mieszkańcy wciąż grają tu w piłkę

wodną, rozgrywają mecze siatkówki, a po zmroku rozkładają koce przed ekranem plenerowego kina.

foto: Canva

H I S T O R I A I K U LT U R A

16

Nim Karlovac stał się miastem generałów,

murów

obronnych

i

skomplikowanej

renesansowej inżynierii, miał zapach mokradła i

bardzo specyficzną ścieżkę dźwiękową. Bo choć

to

miasto

ma

duszę

wojownika,

to

jego

nieoficjalny symbol wcale nie nosi lśniącej

zbroi. Jest mały, zielony, lubi wilgoć i potrafi

głośno rechotać. Oto historia „Žabarów” – ludzi,

którzy z dawnej obelgi uczynili swój największy

powód do dumy.

Z I E L O N A D U M A K A R L O V C A

Cofnijmy się do 1579 roku. Zanim ktokolwiek

pomyślał tu o geometrycznych ulicach, widły Kupy

i Korany były po prostu jednym wielkim bagnem.

Kiedy osadnicy zaczęli kopać pierwsze rowy pod

nową twierdzę, okazało się, że plac budowy jest już

zajęty. Prawdziwymi, rdzennymi gospodarzami

tego terenu były dziesiątki tysięcy żab. Świeża

woda w wykopanych fosach tylko zachęciła je do

działania, a ich potężny, wiosenny rechot zagłuszał

dosłownie wszystko.

Jednak najbardziej fascynującym rozdziałem tej

"zielonej" historii jest wielki literacki skandal, który

na

przełomie

wieków

wstrząsnął

posadami

miasta. Głównym bohaterem tego dramatu był

wybitny chorwacki pisarz epoki realizmu, Ante

Kovačić. Przez kilka lat mieszkał w Karlovcu, z racji

wykonywanego zawodu obracając się w kręgach

ówczesnej

śmietanki

towarzyskiej.

Problem

polegał na tym, że szczerze tej śmietanki nie

znosił. Mierziło go małomiasteczkowe pieniactwo,

plotki,

hipokryzja

elit

i

fałszywy

patriotyzm

lokalnych notabli. Swoją frustrację postanowił

wyrazić w najlepiej znany sobie sposób – pisząc

satyrę.

W

1886

roku

zaczął

w

odcinkach

publikować powieść zatytułowaną ‌“Među žabari”‌

("Wśród żabiarzy").

Bezlitośnie obnażył w niej wady lokalnego

społeczeństwa, wprost nazywając dumne miasto

"żabią kałużą". Kiedy pierwsze odcinki powieści

trafiały do rąk czytelników, w Karlovcu wybuchła

prawdziwa burza. Miejscowi urzędnicy, kupcy i

politycy z przerażeniem odnajdywali na kartach

książki własne, wykrzywione satyrą postaci.

Oburzenie było tak ogromne, że wywierano

naciski na cenzurę i wydawców. Finał tej historii

był dramatyczny – zaszczuty Kovačić spakował

walizki i w atmosferze skandalu opuścił miasto, a

publikację jego dzieła wstrzymano na wiele

dekad.

Na szczęście czas leczy rany, a mieszkańcy

Karlovca potrafią patrzeć na świat przez różowe

okulary. Z dawnej obelgi i literackiego skandalu

uczynili

swój

kolejny

atut.

Żaba

to

dziś

nieoficjalna maskotka miasta. Uśmiecha się z

witryn

sklepowych,

jest

stałym

motywem

lokalnych pamiątek, a nawet ma swój pomnik w

sercu dawnej twierdzy. To kolejny dowód na to,

że mieszkańcy Karlovca mają nie tylko ogromny

dystans do samych siebie, ale i niezwykły talent

do przekuwania najtrudniejszych sytuacji w

sukces.‌

OBFITOŚĆ ŻAB WOKÓŁ RODZĄCEGO SIĘ MIASTA MIAŁA SWOJE KULINARNE ZALETY.

WZORUJĄC

SIĘ

NA

NAJLEPSZYCH

FRANCUSKICH

TRADYCJACH,

MIESZKAŃCY

ZACZĘLI

SERWOWAĆ POHANE ŽABLJE KRAKE – DELIKATNE, PANIEROWANE I SMAŻONE NA ZŁOTO ŻABIE

UDKA. PRZEZ CAŁE DEKADY BYŁ TO KULINARNY HIT REGIONU. I CHOĆ DZIŚ NA KARLOVACKICH

STOŁACH KRÓLUJE CHRUPIĄCY SANDACZ, TO WSPOMNIENIE ŻABICH UDEK WŚRÓD STARSZYCH

MIESZKAŃCÓW WCIĄŻ WYWOŁUJE PEŁEN NOSTALGII UŚMIECH.

foto: Canva

17

Ś C I E Ż K I Z P O L S K I

Czy wyruszając na wakacje, zastanawiasz się, komu zawdzięczasz wygodę walizki na kółkach? Założę

się, że nie! Tymczasem to udogodnienie wymyślił nasz rodak. Był uczniem słynnego Józefa Mehoffera,

malował wybitne akwarele, w wolnych chwilach trenował boks, a w przydomowym warsztacie

konstruował wynalazki, którymi o dwie dekady wyprzedzał zachodni świat. Poznaj Alfreda Krupę -

Polaka, który mieszkał i tworzył w Karlovcu.

Urodził się w lipcu 1915 roku w śląskim Mikołowie.

Jego wczesne lata naznaczone były tragedią - stracił

obydwoje rodziców, a opiekę nad nim i rodzeństwem

przejęła babcia. Od najmłodszych lat wykazywał

nieprzeciętny

talent

plastyczny.

Już

będąc

gimnazjum, zarabiał na swoje utrzymanie, rysując

portrety, a czasem ciężko pracując fizycznie. W 1932

roku rozpoczął studia na krakowskiej Akademii Sztuk

Pięknych. To tam, pod surowym okiem Józefa

Mehoffera,

szlifował

swój

warsztat

i

uczył

się

wrażliwości na światło. Co ciekawe, ten subtelny

uczeń krakowskich mistrzów miał też zupełnie inne

oblicze – w wolnych chwilach oddawał się sportom

walki, zdobywając tytuł amatorskiego mistrza Polski

w boksie w wadze piórkowej.

NIEZWYKŁE ŻYCIE ALFREDA KRUPY

foto: domena publiczna

Wybuch II wojny światowej przekreślił obiecującą

karierę młodego artysty. Kampania wrześniowa 1939

roku odcisnęła na nim głębokie piętno – w walkach

na najtrudniejszych odcinkach frontu jego jednostka

została zdziesiątkowana.‌

Późniejsze

lata

przyniosły

kolejne

osobiste

tragedie: deportację na roboty do Niemiec,

przymusowe wcielenie do armii niemieckiej oraz

śmierć siostry Hildegardy, która w wieku 25 lat

zginęła

w

Auschwitz.

Wojenna

zawierucha

ostatecznie rzuciła go na Bałkany. W 1943 roku

Krupa podjął decyzję o dezercji i przyłączeniu się

do jugosłowiańskiego ruchu oporu, gdzie objął

dowództwo nad jednostką artylerii (Šesta lička

divizija NOVJ-a). Nie porzucił sztuki nawet w

leśnych ostępach – szkicował żołnierzy na

skrawkach papieru, a jako naczynia na wodę do

akwareli używał łuski po włoskiej bombie. Swoje

prace zaprezentował podczas wystawy malarzy

partyzanckich w 1944 roku w Topusku.

foto: domena publiczna

Krupa znalazł się w garstce kilkudziesięciu

ocalałych,

ale

tygodniową

tułaczkę

po

pobojowiskach

przypłacił

załamaniem

nerwowym i częściową amnezją.

18

Ś C I E Ż K I Z P O L S K I

Po zakończeniu wojny Alfred Krupa nostryfikował swój krakowski dyplom na Uniwersytecie w Zagrzebiu i

na stałe osiadł w Karlovcu. Szybko wsiąkł w tkankę miasta. Został szanowanym nauczycielem rysunku (uczył

w Gimnazjum i Szkole Podstawowej w Karlovcu). Po wykładach, godzinami przesiadywał na brzegach Kupy i

Korany, przenosząc na papier ich nurt i zarysy nadrzecznych wierzb. Nie zaprzestał też boksu, przez dziesięć

lat po wojnie, pracował jako trener i wychował trzy pokolenia chorwackich mistrzów boksu.

Jednak spokojne życie belfra nie było mu przeznaczone. Zmysł analityczny połączony z duszą artysty

sprawiły, że zaczął eksperymentować na polu wynalazczości. Widząc niedoskonałości sprzętu sportowego,

zaprojektował innowacyjne, pompowane sprężonym powietrzem rękawice bokserskie. Latem 1950 roku w

Vrbniku na wyspie Krk dokonał rzeczy bezprecedensowej. Z fragmentów opony i szkła skonstruował

prowizoryczną maskę do nurkowania, po czym – przywiązawszy do siebie i sztalugi odpowiednie obciążenie

– namalował klasyczny obraz olejny pod powierzchnią Adriatyku, stając się prawdopodobnie pierwszym

człowiekiem na świecie, który malował pod wodą. W 1951 roku zszokował mieszkańców miasta, wchodząc

na nurt Korany i po prostu... spacerując po wodzie. Użył do tego własnoręcznie skonstruowanych nart

wodnych, inspirowanych zapomnianymi szkicami Leonarda da Vinci. Niedługo potem skonstruował łódź ze

szklanym dnem oraz składany katamaran.

Najbardziej przełomowa idea zrodziła się jednak z

prozaicznej

potrzeby.

Zmęczony

dźwiganiem

ciężkich walizek i malarskich sztalug, w 1954 roku

Krupa skonstruował walizkę wyposażoną w kółka. Z

tym innowacyjnym bagażem przechadzał się po

karlovackim dworcu na kilkanaście lat przed tym,

zanim amerykański przedsiębiorca Bernard Sadow

złożył wniosek patentowy na podobne rozwiązanie

(1970 r.).

foto: archiwum własne

KARLOVAC – POWOJENNA PRZYSTAŃ

ZDERZENIE Z BIUROKRACJĄ

Dlaczego zatem to nie nazwisko Krupy widnieje w

podręcznikach do historii wynalazków? Polski

wizjoner

zderzył

się

z

bezdusznym

murem

biurokracji. Choć kontaktował się z urzędami w

Belgradzie, a nawet z brytyjską ambasadą, jego

projekty – od walizki na kółkach po składany

katamaran

zostały

zignorowane

przez

administrację państwową. Zniechęcony systemową

obojętnością,

ostatecznie

zaniechał

prób

opatentowania swoich wynalazków.

Alfred Józef Krupa zmarł w 1989 roku w Karlovcu i

spoczął na tamtejszym cmentarzu. Choć świat

zapomniał o jego inżynieryjnym geniuszu, historia

sztuki

zapamiętała

go

jako

jednego

najwybitniejszych akwarelistów swoich czasów i

współtwórcę

prestiżowego

Biennale

Akwareli

Jugosławii. Kiedy więc następnym razem usłyszysz

charakterystyczny

dźwięk

kółek

walizki

na

dworcowym peronie, wróć myślami do śląskiego

artysty, który swoją wyobraźnią wyprzedził epokę.

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

19

Zbudowano je w 1920 roku, a zamknięto u progu nowego milenium. Dziś ponad stuletnie Kino Edison

wraca na mapę miasta. Jest najlepszym dowodem na to, że historyczne budynki mogą przetrwać erę

multipleksów. Wymaga to jednak radykalnej zmiany myślenia o ich funkcji.

EDISON 2.0.

Niestety po dekadach świetności nastąpił bolesny upadek. Koniec XX wieku brutalnie zweryfikował rację

bytu jednosalowych kin o studyjnym charakterze. Transformacja ustrojowa, procesy prywatyzacyjne oraz

rosnąca dominacja nowoczesnych multipleksów sprawiły, że Edison zaczął świecić pustkami. W 1999 roku,

tuż przed nowym milenium, kino ostatecznie zamknęło swoje podwoje. Przez kolejne dwadzieścia cztery

lata obiekt pozostawał niezagospodarowany. Niszczejąca w sercu miasta bryła stała się nie tylko problemem

urbanistycznym, ale i wizerunkowym, odzwierciedlając trudności lokalnych samorządów w zarządzaniu

kulturowym i poprzemysłowym dziedzictwem.

DRUGIE ŻYCIE KINA

Kino Edison (nazwane tak na cześć Thomasa Edisona), usytuowane w sąsiedztwie renesansowej twierdzy

Zvijezda (Gwiazda), od samego początku było projektem wyjątkowym na skalę kraju. Nie była to kolejna

adaptacja istniejącej już przestrzeni magazynowej czy teatralnej. Oddany do użytku w 1920 roku obiekt

zaprojektowano z jednym, konkretnym przeznaczeniem – miał służyć kinematografii. Było to zaledwie

drugie w całej Chorwacji kino wzniesione stricte w tym celu. Zachwycający elementami secesji i art deco

budynek, przez dziesięciolecia stanowił niekwestionowane centrum kulturalne i towarzyskie Karlovca. To

tutaj kolejne pokolenia mieszkańców uciekały od szarej rzeczywistości, chłonęły hollywoodzki blichtr i

umawiały się na pierwsze randki.

foto: Karlovacki info

A R C H I T E K T U R A I S Z T U K A

20

Rewitalizacja Kina Edison to świetny przykład tego, jak skutecznie zarządzać tkanką miejską oraz dowód, że

prawdziwe ratowanie miejskiego dziedzictwa nie polega na zamykaniu go w szklanej gablotce i

redukowaniu do roli muzeum. Polega na oddaniu go kolejnym pokoleniom – z szacunkiem dla historii, ale w

języku, który młodzi rozumieją najlepiej.

W latach 20. XXI wieku nastąpił długo wyczekiwany zwrot akcji! Miastu udało się wykupić zrujnowany

budynek i pozyskać środki unijne na jego kompleksową rewitalizację. Z pietyzmem oraz zgodnie z

rygorystycznymi wytycznymi konserwatorskimi odtworzono historyczną fasadę i wnętrza, zachowując

dawny urok, ale technologicznie obiekt przeniesiono w XXI wiek. Gdy we wrześniu 2023 roku Kino Edison

ponownie otworzyło podwoje, stało się pierwszym w Chorwacji kinem VR (Virtual Reality)! Oprócz

tradycyjnych seansów, odwiedzający mogą założyć gogle i wyruszyć w wirtualną podróż w czasie –

przelecieć balonem nad dawnym Karlovcem albo wyruszyć z flisakami na spływ rzeką Kupą.

foto: Visit Karlovac

foto: Visit Karlovac

foto: Visit Karlovac